Anty fani nacierają, czyli jak być miłym CCT-kiem…

Coraz częściej pojawiają się komentarze sfrustrowanych graczy, którzy pompują swoje ego statystykami i mają wielki ból zadka, że koleś z przeciętnymi wynikami są testerami i CCT-kami. Cóż, zacznijmy od początku….

Przyszedłem na świat jako mały, różowiutki bobasek. Moje narodziny były tak wielkim zaskoczeniem dla mojej rodzicielki, że spóźniła się na poród. Od najmłodszych lat miałem przechlapane. Granat zamiast smoczka, mina przeciwpiechotna zamiast grzechotki, dlatego teraz mam ryj jak niewypał, a później zostałem saperem… Eeeee… Sorry, to nie o tym miałem pisać…

Parę lat temu załapałem się na beta testy World of Warships. Grałem już dość długo w WoT-a, ale kajaki, to było to! Po wejściu finalnej gry na serwery, zagłębiłem się w jej odmęty, jak U-Boot w głębiny oceanu przed atakiem na aliancki konwój. Początki były w opór ciężkie, ale po pozbyciu się nawyków czołgisty gra zaczęła sprawiać mi radochę. Dorobiłem się 168 jednostek w porcie (tak, wiem, 2/3 to premki 😉 ), w tym 10 „dyszek” i przez całkowity przypadek odpowiedziałem na zew imć Baruli, który szukał jelenia do Rykoszetu na wakat naczelnego marynisty i „pisacza” 😀

Po około roku pisania dla Ryko i pojawieniu się na WGL w Warszawie z całą ekipą Rykoszetu, WG oficjalnie zrobiło mnie swoim CCT, a moje życie wywróciło się do góry nogami. Wiecie, setki okrętów do testów, walizki dolarów, hektolitry szampana, piszczące fanki i ogólna rozpoznawalność… No dobra, takie wyobrażenie mają o nas anty fani. A jak jest naprawdę?

Każdy z nas ma własną pracę, większość rodziny, a czas wolny przeznacza, zamiast na przebywanie z żoną, na grę. Ale często, ta gra nie sprawia nam przyjemności… Dostajemy do testów różniste jednostki, w tym takie paściaki jak opisywany niedawno przeze mnie „Mainz”. Niestety, żeby porządnie i dogłębnie opisać daną jednostkę, trzeba rozegrać nią dziesiątki bitew, nie raz klnąc w żywy kamień, na czym ten cholerny świat stoi. Następnie wypełniamy ankietę do WG z naszymi spostrzeżeniami co do danej jednostki (wiecie, zady i walety okrętu). Następnie rozpoczyna się proces twórczy. Jeżeli recenzja jest klasyczna, to pikuś, dwie – trzy godzinki pisania, poprawek, jeszcze raz pisania, wywalenie wszystkiego w kosmos, a następnie pisania od nowa. Jeżeli piszę recenzję w formie fabularyzowanej, to dopiero zaczyna się rodeo. Jeżeli to okręt historyczny, kilka dni zbieram informacje o nim (głównie w bibliotece), następnie tworzę tło historyczne, które staram się wpleść w fakty historyczne. Tworzenie postaci i fabuły to już najmniejszy problem 😉 Wy widzicie tylko efekt końcowy i pewnie większość z Was nie zdaje sobie sprawy ile to od nas wymaga wysiłku…

więc ciężki szlag mnie trafia jak jeden z drugim, potrafi tylko i wyłącznie krytykować. Jeszcze KONSTRUKTYWNĄ krytykę rozumiem i przyjmuję ją z wdzięcznością, gdyż pomaga mi poprawiać swój warsztat, ale dzieciaki (tak, mentalne dzieciaki…), które brandzlują się swoimi statystykami… Dobrze wiem, że są gracze dużo lepsi ode mnie, ale często też daleko im do „fioletów”. Natomiast wielu „fioletów”, owszem, kręci wyniki, ale nie potrafi współdziałać z innymi, przez co jest strasznym rakiem podczas gry…

Kochani Gracze, następnym razem, jak chcecie skrytykować jakiś tekst, lub autora, róbcie to merytorycznie i z kulturą, a wszystkich zadufanych w sobie „fiolecików” upraszam, odpuśćcie sobie czytanie i idźcie dalej kręcić wyniki i wkurzać innych graczy 😉

To tyle na dzisiaj, a ja wracam do dalszych testów i pracy nad nowymi recenzjami – opowiadaniami, które tradycyjnie już niebawem!

Fot. Pani Lexowa – Lex przy pracy 😉

Paweł Lex Lemański

Lex

Były żołnierz, fascynat broni palnej, marynista, historyk (Barula twierdzi, że "histeryk" ;) ), rekonstruktor historyczny. W redakcji wprowadzam totalny chaos i zamieszanie (Lex, gdzie te recenzje??!!), i notorycznie wkurzam kolegów - redaktorów.

24 komentarze

  1. OpiateWarrior pisze:

    Lex poświęca swój wolny czas na pisanie świetnych, fabularyzowanych opowieści w stylu słynnych dla nieco starszych graczy „Żółtych Tygrysów” (pozdro dla kumatych) i za samo to należy mu się CHOLERNIE WIELKI SZACUNEK. Większość tzw „fioletów” ma problem z napisaniem rozprawki w ogólniaku, a co dopiero z zebraniem materiału historycznego, ułożeniem wszystkiego w miarę do kupy i dodanie fabuły (łącznie z wykreowaniem mających jakiś charakter bohaterów – a to też jest bardzo ciężka praca nawet dla człowieka, który ma „flow” do pisania). I nawet nie obchodzą mnie jego (i innych) statystyki – takie wynalazki jak XVM stały się rakiem zarówno tanków jak i okrętów (na szczęście WoWs nie jest jeszcze nomen omen na dnie w przeciwieństwie do produkcji z Mińska). Walą mnie Wasze, czy moje kolorki. Mogę zostać fioletem katując nowych graczy np Campbeltownem, tylko jak to będzie o mnie świadczyć? Nienajlepiej, bo tylko zniechęcam niedoświadczonych i nie do końca zapoznanych z mechaniką gry nowicjuszy. Dlatego tak nie robię. A wspominam na nabijaniu „statów” na niskich tierach, ponieważ wiele „fioletów” właśnie tym sposobem zdobywa kolorek do którego może się brandzlować przy kolegach. Gracz dobry gra z drużyną i pod drużynowe zwycięstwo, nie pod siebie. Wielokrotnie sam mam możliwość wbicia kilkudziesięciu-kilkuset HP uszkodzeń więcej, jednak grając dla przykładu DDkiem wolę przejąć i kontrolować 2 capy, zrobić 1 fraga i z 30-60k DMT, niż płynąć na pałę w kierunki lotni i pancerników przeciwnika, bo łatwo je udupić z poza zasięgu widzenia.
    Aż przypomniała mi się sytuacja jakoś z listopada – jakiś inny gracz wyskoczył do mnie z tekstami, że przeze mnie przegramy, bo zamiast robić fragi to biję niszczarki i krążki tak, by trzymały się z daleka od zdobytych przez naszą drużynę punktów – jego argumentacja brzmiała tak „zginąłeś jak lama, a ja mam dwa fragi i zobaczysz, że będziesz na samym dole tabeli w podsumowaniu bitwy – wyśmieję ciebie jak jeszcze popatrzę na wyniki”. Cóż – nie wyśmiał, ba nawet nie odezwał się ani słowem, bo chyba dupsko zabolało i duma urażona, kiedy w rankingu byłem drugi a ów jegomość z „fragami” przedostatni. To było cholernie przyjemne uczucie, samo spojrzenie na tabelę i oczekiwanie na „raporty” i bluzgi, które oczywiści po bitwie już się nie ukazały 😉
    Także dziatwo, znajcie swoje miejsce. To, że ktoś nie robi uber wyniku w niemal każdej bitwie nie znaczy że jest lamusem czy przegrywem. Przegrywem jest „fiolet”, który poświęca czas w jakim mógłby zająć się czymś przyjemniejszym/bardziej konstruktywnym niż granie w ryt hasła „staty same się nie zrobią, a staty są symbolem prestiżu i dumy”…taaa już widzę, ten „prestiż i dumę”, kiedy skończycie szkołę, studia (jeśli na jakiekolwiek się dostaniecie) po kilkukrotnym „kiblowaniu” i olewaniu życia zawodowego i towarzyskiego na rzecz statów. Dobrze, że macie chociaż „filmy przyrodnicze”, które pozwalają oszukiwać bierność seksualną. Tylko że na dłuższą metę nie wychodzi to na zdrowie 😛
    Pozdrawiam normalnych, grających drużynowo i czerpiących satysfakcję nawet z porażki, kiedy bitwa była po prostu emocjonująca i wyrównana. Bo takie są najlepsze. A nie wotowe bitwy „trzyminutówki”.

  2. LukkeWOT pisze:

    Dla mnie nie ma dużo fioletów i to jest ułamek społeczeństwa wotowskiego. Fiolet to nie jest gracz który pompuje sobie staty na czołgach które są do tego stworzone. Fiolet to nie jest gracz który ma wn8 koloru fioletowego. Fiolet to nie jest iluzoryczny status gdzie myślisz sobie że jesteś najlepszy a jest inna prawda itp. Fiolet jak dla mnie to jest gracz który myśli logicznie na polu bitwy, używa mądrze maszyny, zna jej słabe i złe strony, nie denerwuje się kiedy przegrywa ponieważ wie że zawsze osiągnie swój cel plus realizuje go powoli, wie kiedy walczyć a kiedy nie, daje z siebie 100% podczas bitwy. I przez to przypadkową skuteczności i ciężkiej pracy są 3 biegłości i kolor fioletowy :). Chce zdobyć na każdej maszynie 3 biegłości i kolor fioletowy, ciężka droga ale wiem że to zrobię :D.

  3. mało wprawny gracz pisze:

    Witam
    Popieram tu kolegę „O_o” – pisanie i komentowanie ale po przez logowanie jak do gry i wtedy można wymieniać konstruktywne poglądy. Poczytałem i jedynie mogę potwierdzić – sporo osób gra dla statystyk. Każda rozgrywka praktycznie jest inna a jak ktoś ma utarte standardy – KAMPIENIE – to może lepiej niech odpocznie, pozdrawiam

  4. rozbawiony anty coś tam pisze:

    Już ? Dzidzia się wypłakała ? Skoro jesteś Ccc to skoncentruj się na tym co PODOBNO robisz dobrze. A co do tego kto zostaje cc teraz jest wszystko jasne. Po znajomościach JAK ZAWSZE.

    • Anonim pisze:

      Idź być żałosny gdzie indziej bo tą pękającą dupę słychać na Neptunie. On ma się skoncentrować? To ja oczekuje tego samego wy fiolety i wam bliskie kolory w okolicy skoncentrujcie się na tym co też podobno robicie dobrze. Nie raz jeden z was kiedy jeszcze dało się zadawać obrażenia sojusznikom, biliście swoich bo zajął wam miejscówkę, albo wam lakier porysował przejeżdżając obok albo delikatnie się obracając to odpalaliście mu na przykład 750 PW, w ramach nauczki albo żeby go wygonić i potem o ironio bitwa jest przegrana bo jakiś pajac zabrał mu te 750 pw które przesądziły o bitwie. Zacznijcie poprawę od siebie proponuje. Lubiłem potem pisać do dowódców klanów czasami i od razu śmiech. Zadał obrażenia mi, wysłałem screena i cyk 2 godziny później już bez klanu xD

    • OpiateWarrior pisze:

      Lex poświęca swój wolny czas na pisanie świetnych, fabularyzowanych opowieści w stylu słynnych dla nieco starszych graczy „Żółtych Tygrysów” (pozdro dla kumatych) i za samo to należy mu się CHOLERNIE WIELKI SZACUNEK. Większość tzw „fioletów” ma problem z napisaniem rozprawki w ogólniaku, a co dopiero z zebraniem materiału historycznego, ułożeniem wszystkiego w miarę do kupy i dodanie fabuły (łącznie z wykreowaniem mających jakiś charakter bohaterów – a to też jest bardzo ciężka praca nawet dla człowieka, który ma „flow” do pisania). I nawet nie obchodzą mnie jego (i innych) statystyki – takie wynalazki jak XVM stały się rakiem zarówno tanków jak i okrętów (na szczęście WoWs nie jest jeszcze nomen omen na dnie w przeciwieństwie do produkcji z Mińska). Walą mnie Wasze, czy moje kolorki. Mogę zostać fioletem katując nowych graczy np Campbeltownem, tylko jak to będzie o mnie świadczyć? Nienajlepiej, bo tylko zniechęcam niedoświadczonych i nie do końca zapoznanych z mechaniką gry nowicjuszy. Dlatego tak nie robię. A wspominam na nabijaniu „statów” na niskich tierach, ponieważ wiele „fioletów” właśnie tym sposobem zdobywa kolorek do którego może się brandzlować przy kolegach. Gracz dobry gra z drużyną i pod drużynowe zwycięstwo, nie pod siebie. Wielokrotnie sam mam możliwość wbicia kilkudziesięciu-kilkuset HP uszkodzeń więcej, jednak grając dla przykładu DDkiem wolę przejąć i kontrolować 2 capy, zrobić 1 fraga i z 30-60k DMT, niż płynąć na pałę w kierunki lotni i pancerników przeciwnika, bo łatwo je udupić z poza zasięgu widzenia.
      Aż przypomniała mi się sytuacja jakoś z listopada – jakiś inny gracz wyskoczył do mnie z tekstami, że przeze mnie przegramy, bo zamiast robić fragi to biję niszczarki i krążki tak, by trzymały się z daleka od zdobytych przez naszą drużynę punktów – jego argumentacja brzmiała tak „zginąłeś jak lama, a ja mam dwa fragi i zobaczysz, że będziesz na samym dole tabeli w podsumowaniu bitwy – wyśmieję ciebie jak jeszcze popatrzę na wyniki”. Cóż – nie wyśmiał, ba nawet nie odezwał się ani słowem, bo chyba dupsko zabolało i duma urażona, kiedy w rankingu byłem drugi a ów jegomość z „fragami” przedostatni. To było cholernie przyjemne uczucie, samo spojrzenie na tabelę i oczekiwanie na „raporty” i bluzgi, które oczywiści po bitwie już się nie ukazały 😉
      Także dziatwo, znajcie swoje miejsce. To, że ktoś nie robi uber wyniku w niemal każdej bitwie nie znaczy że jest lamusem czy przegrywem. Przegrywem jest „fiolet”, który poświęca czas w jakim mógłby zająć się czymś przyjemniejszym/bardziej konstruktywnym niż granie w ryt hasła „staty same się nie zrobią, a staty są symbolem prestiżu i dumy”…taaa już widzę, ten „prestiż i dumę”, kiedy skończycie szkołę, studia (jeśli na jakiekolwiek się dostaniecie) po kilkukrotnym „kiblowaniu” i olewaniu życia zawodowego i towarzyskiego na rzecz statów. Dobrze, że macie chociaż „filmy przyrodnicze”, które pozwalają oszukiwać bierność seksualną. Tylko że na dłuższą metę nie wychodzi to na zdrowie 😛
      Pozdrawiam normalnych, grających drużynowo i czerpiących satysfakcję nawet z porażki, kiedy bitwa była po prostu emocjonująca i wyrównana. Bo takie są najlepsze. A nie wotowe bitwy „trzyminutówki”.

  5. facet pisze:

    No wlasnie… Wg mnie zrobiło.. Ekipę Rykoszetu rozumiem i wspieram fajni jesteście goście ALE Wg tez zrobiło Falacostam CC.. Pytam sie jak skad dlaczego??? Kto wybrał takiego dyletanta??? Powinno byc otwarte glosowanie wśród społeczności a nie biorą jakiegos amatora – nie wiem nie moge powiedzieć drzewka polskiego nie będzie. Ja z taką profeską wyleciał bym z roboty ..Falathi wstyd

  6. Anonim pisze:

    zady i walety aha

  7. xd i fiolety zostały wyjaśnione brawo brawo
    ostatni tez miałem tąka sytuacje ze fiolet mnie wyzywał po bitwie bo wypłynęło na mnie 3 typa i przegraliśmy przez to niby bitwę
    jak ja naprawdę lubię takich ludzi fajna beka jest z nich jak swoje żale piszą
    tak samo na wocie jest grając 60tp zabiłem na dobicie z he erli który miał 15hp i typ wyzywał mnie po bitwie i groził banem xd
    bo jak to jest możliwe zęby takie gówno jak 60tp mogło zabić taki ope tanka erli nie wiedziałem ze za he można dostać skargę do wg

  8. Gal_anonim pisze:

    W jednym się zgadzam, gracze „przeciętni” powinni również testować okręty, ale Tobie jeszcze daaaaaaaaaaaaaleka droga nawet do bycia słabym graczem.

  9. O_o pisze:

    Dobre! Mniej toksycznych komentarzy byloby, gdybyscie rozwazyli i wprowadzili wymog logowania. A tak to jeden anon z drugim czuja sie bezkarni, bo mysla, ze sa anonimowi i piaza rozne brednie. Jak to mowi starochinskie powiedzenie: kozak w necie, pi*zda w swiecie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.