Podwodniaki – jak to ugryźć, panie?!

Od paru dni mamy dostęp do nowego trybu gry. Ludzie rzucili się na żelazka, jak polityk na pieniądze i zaczęła się totalna jazda bez trzymanki 😉 Przyznam, że ja zastosowałem taktykę, jaka była wykorzystywana przez dowódców okrętów podwodnych, oraz przez ich przeciwników, czyli eskortę i gra zaczęła sprawiać mi dziką radochę. Do rzeczy, zatem!

Podwodniakiem być tak klawo jest!…

Po pierwsze primo, musimy uświadomić sobie, że nie są to okręty podwodne we współczesnym tego słowa znaczeniu. Podobnie, jak w latach czterdziestych ubiegłego wieku, są to okręty torpedowe, posiadające możliwość krótkotrwałego zanurzenia i tak właśnie należy nimi grać. Osiemdziesiąt procent gry spędzamy więc na powierzchni, wykorzystując bardzo niską ich wykrywalność, a pod wodę schodzimy tylko po to, by ukryć się przed kontratakiem. Pozwolicie, że opiszę Wam moją standardową grę. Na samym początku musimy wybrać, czy idziemy na przeciwnika frontalnie, czy mamy zamiar go oskrzydlić. Bez względu na to, jaki sposób ataku wybierzemy, idziemy na powierzchni z maksymalną prędkością. Gdy na naszym kursie zauważymy wrogi niszczyciel lub lekki krążownik, od razu schodzimy na głębokość taktyczną i po cichutku pod nimi przepływamy (nie polecam wdawać się w walkę z niszczycielem, prawie na pewno, skończy się to naszym szybkim zgonem!). W razie wykrycia „grubasa” (pancernika, lotniskowca, albo ciężkiego krążownika), odmierzamy poprawkę i strzelamy torpedy (z lekkim przesunięciem punktu celowania), a następnie zanurzamy się i po przejściu pod celem, ponownie wynurzamy się i dokładamy z wyrzutni rufowych. Wiem, wydaje się, że to straceńcza taktyka, ale daje rezultaty. Dzięki niewielkim rozmiarom, okręt jest trudny do trafienia, a salwa torped z bliskiej odległości jest praktycznie nie do wymanewrowania. Trochę inaczej wygląda walka z innymi okrętami podwodnymi. Mamy wprawdzie sonar, którym namierzamy cel, przez co torpedy pewniej namierzają cel, ale jego użycie powoduje, że zaczynają się nami interesować wszystkie niszczyciele w okolicy, a z góry zaczynają się sypać bomby głębinowe z intensywnością deszczu w letnią burzę. Tak więc ja, staram się ASDIC-u nie używać, a kilka wrażych żelazek posłałem na dno (wystarczy odpowiednie manewrowanie na zbliżonej głębokości).

Reasumując – używamy okrętu jako zwiadowcę i zabójcę dużych, powolnych jednostek, a zanurzamy się tylko by uniknąć kontrataku. Dobrze jest pamiętać, że jak widzimy szarżujący na nas niszczyciel, powinniśmy zanurzyć się na jak największą głębokość, a równocześnie uciekamy w bok. Jak niszczyciel nie posiada sonaru, to mamy duże szanse wyjść z tej przygody z minimalnymi uszkodzeniami, a u dowódcy niszczyciela najprawdopodobniej wystąpią objawy nagłego „wściku pupy” 😉

Niszczycielem w piękny rejs…

Jako, że wiemy, iż przeciwnik ma 2 – 3 okręty podwodne, musimy zmienić diametralnie podejście do gry niszczycielem. Pamiętajmy, że ten typ jednostek powstał właśnie w celu zwalczania wrogich podwodniaków i ochrony własnych sił, a nie do ataków na pancerniki! Po pierwsze, dobrze jest, jak dowódcy poszczególnych DD-ków współpracują ze sobą i z pozostałymi graczami. Najlepszym sposobem jest rozdzielić pośród siebie sektory patrolowania (w odległości 3 – 5 kilometrów od osłanianych przez nas pancerników) i zacząć je patrolować. Jak mamy na pokładzie sonar, to oczywiście dobrze jest go użyć! Kiedy pancerniki zaczną wymieniać między sobą uprzejmości, nie używamy własnej artylerii, by nie dać się wykryć. Wiedząc, z jakiej odległości można nas wykryć i nie widząc na powierzchni przeciwnika, możemy mieć pewność, że w pobliżu czai się podwodny pirat. Wykrycie podwodniaka w zanurzeniu (o ile nie zszedł na głębokość operacyjną), to około 2,5 kilometra – zależy od okrętu, więc przy odrobinie szczęścia dość szybko go zlokalizujemy (oczywiście, jak posiadamy ASDIC, to włączamy go od razu po tym, jak gra zasygnalizuje nam, że zostaliśmy wykryci!). Jak już zlokalizujemy łobuza, od razu ruszamy w jego kierunku. Pierwszą serię bomb rzucamy na około 800 metrów przed celem, drugą jak nad nim przepływamy – praktycznie klient nie ma żadnych szans i szybciutko melduje się u Abrahama na piwie 😉 Powiem Wam, że pływając Gallantem z powodzeniem stosuję tą taktykę i na ogół zaliczam dwa zatopienia podwodniaków. Choć kilka razy trafiłem na fajnych, ogarniętych graczy, którzy zaakceptowali mój sposób gry, dzięki czemu, po zatopieniu wszystkich żelazek, zabawiliśmy się w topienie wrażych pancerników torpedami.

Podsumowując. Dopóki nie zlikwidujemy zagrożenia z głębin nie wikłajmy się w walkę z innymi okrętami (no chyba, że w samoobronie, a wtedy działamy jak zawsze – dym, manewrowanie, etc…), tylko strzeżemy naszych kolegów w dużych łajbach, które ze względu na swoją zwinność przypominającą mnie na parkiecie (po prostu tragedia, nie dość, że gruby, to jeszcze partnerce po palcach depcze… – StuG), mają małe szanse w starciu z o.p. Uważajmy też na wraże krążowniki, bardzo niemili niemilce są z nich….

A na zakończenie, pstryczek w nos devsom…

Koledzy z WG, kto, do ciężkiej i niespotykanej choroby wymyślił, żeby nie wprowadzić możliwości ataku z głębokości peryskopowej? Pytam się, KTO???!!! W pierwszych testach to było, działało, po cholerę było to psuć?!

Wybaczcie, musiałem… tym bowiem ruchem, trochę mi popsuli przyjemność w topieniu celów spod wody 😉

Mam nadzieję, że choć trochę te kilka rad Wam pomoże, no i czekam na Was na cyfrowym oceanie! Czy to w żelazku, czy na destroyerze, miło będzie skrzyżować torpedy!

Ahoy!

/Paweł Lex Lemański

Lex

Były żołnierz, fascynat broni palnej, marynista, historyk (Barula twierdzi, że "histeryk" ;) ), rekonstruktor historyczny. W redakcji wprowadzam totalny chaos i zamieszanie (Lex, gdzie te recenzje??!!), i notorycznie wkurzam kolegów - redaktorów.

15 komentarzy

  1. OpiateWarrior pisze:

    Już sprawdziłem. Dreadnought to legendarny okręt – pierwszy pancernik na świecie i myślę, że fajna zabawka. Nie obrażę się 😉

  2. T. pisze:

    Mam wolny kod od AMD do WOFWS – jeśli ktoś zainteresowany to mogę wysłać na maila

    • OpiateWarrior pisze:

      Zależy na co ten kod. Chętnie przyjmę, jeśli jest tam coś interesującego. Jeśli pomniejsze bonusy to bardziej przydadzą się one początkującym graczom.
      jakby co podaję maila – dlaherosa@o2.pl

  3. Anonim pisze:

    Czy te okręty podwodne trafia do normalnej gry wogole? Mam je teraz na wypożyczeniu i co potem znikną i koniec tematu?

  4. Jurodiwiec pisze:

    Bo zepsuciu lotnisk, o.p. bardzo mi się podobają. Jest to grywalne i daje sporo możliwości działania. Oczywiście ruski o.p. jest prze-buffowany na maksa, ale cóż…

  5. no_name pisze:

    No właśnie ….. „jak to ugryźć” – np; wczoraj w kolejce do rozgrywki nie tylko RAZ to miało miejsce 2 krążowniki, 2 niszczyciele, 117 łodzi podwodnych i po „wskoczeniu” gdzie czas oczekiwania dochodził do 2 min pojawiało się NIE MNIEJ niż 5 lub i więcej bootów

  6. robertunio pisze:

    Na chwile obecna trudno wyciagac jakiekolwiek wnioski poniewaz okrety podwodne sa w osobnym trybie i teoretycznie mozna w nim grac kazda klasa okretów, ale w praktyce prawie kazda druzyna wyglada nastepujaco:
    po 3 ludzkich graczy w podwodniakach + 2 ludzkich graczy na innych okretach + 7 botów na innych okretach.
    Dodatkowo mozna jeszcze czasami spotkac dywizjony 3 podwodniaków i wtedy jest „zabawnie”.

  7. Admirał_Sarin pisze:

    na tej pierwszej grafice to Ubot chyba na mieliźnie osiadł, bo do normalnego zanurzenia brakuje mu ponad metra. Sterami głębokości to może mewy płoszyć 🙂

    • Lex pisze:

      Poszukaj w sieci fotek 🙂 Nie raz widać tak wynurzonego ubota typ VII 😉 Stery w położeniu nawodnym często były złożone. Zanurzano się dzięki balastowi i dopiero jak dziób zanurzył się w wodzie, używano sterów do powiększenia przegłębienia 🙂

  8. Lex pisze:

    Dzięki, przemęczenie… :/

  9. BettyMegami pisze:

    dopÓki…

  10. Anonim pisze:

    Będę szczery…duuuuże rozczarowanie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.