Operacja „Shipyard” i jej cudowne dziecko VT1-2 – Doppelrohr-Kasemattpanzer

Siedzi sobie człowiek przed komputerem, mamy 27.09.2019, pije kakao, jest generalnie jesienna aura. Scrolluje lub żeby piśmienniczego kunsztu stało się zadość, przewija ścianę na swoim Facebooku i widzi to.

Kakao z prędkością pocisku … a dobra tam, nie będę się rozpisywał. W skrócie. Nowa operacja, na modłę L.A.T.O, to nowe maszynki do ugrania. A to coś wzbudza moje zainteresowanie. Z historii:

Zasadniczo Niemcy posiadając podwozie z porzuconego projektu amerykańsko-niemieckiego MBT/KPZ, znani ze swojego zapału do korzystania z wszelakiej maści platform, postanowili stworzyć niszczyciel. Jednak nie taki byle jaki, o nie nie. Będzie miał dwa działa 105 mm, będzie stawiał czoła Sowieckim najeźdźcą podczas III wojny światowej oraz będzie szybki. Co w gruncie rzeczy spaliło na panewce. Wracając. Z połączenia działa i powstał Kampfpanzer 3, przemianowany na VT-Panzer, co rozwinąć można na nazwę jako Versuchsträger — eksperymentalne, testowe. Projekt był początkowo wspierany przez Brytyjczyków. Jednak wycofali się. Byli bardziej zainteresowani czołgiem z działającą wieżą, a nie niezwykłym projektem typu niszczyciela, jakim był czołg VT. Początkowa wersja była uzbrojona w dwa działa gwintowane 105 mm. Kolejny prototyp VT-1-2, wyprodukowany wkrótce potem, został zmodernizowany do przenoszenia dział gładkolufowych 120 mm. Ta wersja spełniała wymagania stawiane czoła sowieckim czołgom w walce. Trzecim ulepszeniem była modernizacja silnika. Modele VT miały zapewnić przewagę nie tylko dzięki sile ognia i celności, ale także dzięki zastosowaniu silnika i zawieszenia. Prototypy wykorzystywały gruby pancerz przedni do ochrony i ćwiczyły technikę jazdy o nazwie Wedelkurs, co oznacza, że czołg zygzakował, aby uniknąć bezpośredniego trafienia. Ponadto podczas testowania wystąpiły pewne wady. Został porzucony po wprowadzeniu Leoparda 2. Oprócz VT 1-1 i 1-2 istniał trzeci projekt, zatytułowany GVT. Nigdy nie był uzbrojony ani nie wszedł do produkcji. Zamiast tego został wyposażony tylko w laserowe symulatory ognia do dalszych testów, ale projekt został anulowany i porzucony, podobnie jak poprzednie wersje.

Wygląda sympatycznie, ciekawe jak będzie się spisywał w walce.

Umiejscowiony na VI będzie pojazdem do wybadania/wygrindowania tak jak miało to miejsce z IS-7. Początkowo będzie używać pocisków HEAT-FS, po odkryciu poszczególnych belek modyfikacji, APDS-FS z maks. penetracją 410 mm. Dobrze znana graczom armata Rheinmetall L44 120 mm z pojazdu takiego jak premkowy Leoś L/44. Zwinny, szybki, rozpędzający się do 70 km/h oraz lekki. Posiada stabilizację pionową w dwóch płaszczyznach plus automat ładujący dla lewego działa, przez co strzelanie nie będzie zsynchronizowane.


O operacji jak i prawdopodobnie nowych maszynkach będę Was informował na bieżąco, niech RNG będzie z Wami.

Lancetti

Gracz War Thunder od fazy beta - 2012 roku. Tester jednostek naziemnych i okrętów. Wiedzę zdobytą w grze, staram się przekazać w jak najlepszy sposób początkującym oraz weteranom.

4 komentarze

  1. XD pisze:

    Mimo, że nie gram śledzę newsy, bo fajnie gra się rozwija. Gdyby tylko tak nie cheatowali z wartościami penetracji, szczególnie dla APDS i APCR…

  2. Anonim pisze:

    Bagatelka 50 koni na tonę, będzie się nim zasuwało jak w WoT xD

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.