Jedyny taki na świecie – Type 95 Ha-Go

Rozmowa z renowatorem Ha-Go, Panem Robertem Lewszykiem.

Łukasz ‚Muzzy’ Mazurek: Chcielibyśmy się coś dowiedzieć o tym konkretnym egzemplarzu tego czołgu. Jak znalazł się w Polsce?
 
Robert Lewszyk: Jest to jeden z 18 czołgów, które zostały wysłane do garnizonu na wyspie Pohnpei na archipelagu Mikronezji. Służył on w 52. Samodzielnym Mieszanym Batalionie dowodzonym przez generała Masao Watanabe. Po II wojnie światowej Japończycy oddali bez walki wspomniany garnizon, zostawiając tam 18 sztuk czołgów typu Ha-Go. 30 lat po wojnie, na początku lat 80. dwa z tych czołgów kupił generał Seido – emerytowany wojskowy współczesnej armii japońskiej. Jeden z tych czołgów postawił przed urzędem pocztowym w Kolonii na wyspie Pohnpei, drugi zabrał do Kyoto, gdzie stworzył muzeum militarne. Po jego śmierci tereny muzeum zostały sprzedane, a sam kompleks zlikwidowany. Czołg i większość eksponatów muzeum wykupił angielski kolekcjoner, a następnie zlecił mi renowację. Po 10 latach renowacji czołg jeździ. Japończycy do tej pory nie wierzą, że w Polsce, Europie mógł gdzieś być remontowany ich czołg.
 
Łukasz ‚Muzzy’ Mazurek: Jak jest w przypadku pojazdów japońskich z dostępnością do części czy rysunków technicznych?
 
Robert Lewszyk: Praktycznie nie ma żadnej literatury, a jeżeli jest, to w języku japońskim, w piśmie Kanji, którego współcześni Japończycy już nie znają. Było bardzo trudno o jakiekolwiek dane techniczne. To tak jak w niemieckich czy angielskich instrukcjach lub katalogach części – tutaj mamy rysunki schematyczne i ciężko było cokolwiek się z tego dowiedzieć. Przy tłumaczeniach pomagali nam ludzie z Facebooka. Jest kilka osób, które znają techniczny język Kanji.
 
Problemy z częściami to druga sprawa. Do niemieckich, angielskich czy amerykańskich pojazdów nie ma problemu, jak z częściami do Malucha. Natomiast jeżeli chodzi o „japońszczyznę” to nie ma absolutnie nic. Mieliśmy dużo szczęścia, że odkupiliśmy ze Stanów od jednego z muzeów trochę części, a tak to katastrofa. Trzeba było dorabiać, odlewać nowe gąsienice, tworzyć nowe gumy na koła. Musieliśmy sami sobie z tym wszystkim radzić.
 
Łukasz ‚Muzzy’ Mazurek: Ile procent całego pojazdu zachowało się w oryginale, a ile to części dorabiane?
 
Robert Lewszyk: To jest trudne pytanie, dlatego, że w pojazdach zabytkowych trochę inaczej liczy się liczbę części oryginalnych. Przykładowo oryginalny układ napędowy to jest już mniej więcej 40% całości. Jeżeli miałbym nawet wagowo tutaj podać, to nie zejdziemy poniżej 90%. Może minimalnie byśmy zeszli, dlatego, że gąsienice są nowe i to trochę waży.
 
Części nieoryginalne, które są włożone, można policzyć na palcach dwóch rąk. Nawet jeżeli są nieoryginalne, to są wyprodukowane tak, że praktycznie nie można ich odróżnić od oryginałów.

Łukasz ‚Muzzy’ Mazurek: Słyszałem, że w tym czołgu jest nietypowa część – pompa wtryskowa od Jelcza?
 
Robert Lewszyk: Pompa wtryskowa plus rozrusznik są rzeczami adaptowanymi. Wszystkie inne repliki, które wstawialiśmy, są robione przez nas na wzór oryginalnych części. Nie sposób zrobić pompy wtryskowej, żeby wyglądała jak oryginalna. Jest to zbyt skomplikowany element. Mieliśmy dużo szczęścia, ponieważ okazało się, że firma Bosch sprzedała patent w latach trzydziestych nie tylko Japończykom, ale również Polakom, i na tym patencie chodzi zarówno japoński silnik z czołgu Ha-Go, jak i silnik SW 680 z Jelcza.
 
Łukasz ‚Muzzy’ Mazurek: Gdzie możemy zobaczyć ten pojazd? Tylko w Muzeum w Bovington, czy gdzieś jeszcze będzie udostępniony?
 
Robert Lewszyk: Jest szansa, że przez rok lub dwa, do czasu gdy Japończycy zalegalizują i sformalizują swoje muzeum, będzie go można oglądać w Anglii. Jeszcze przez około 2 miesiące będzie tutaj, w Muzeum Bovington, a potem najpewniej trafi na ekspozycję do Imperial War Museum w Duxford.
 
Łukasz ‚Muzzy’ Mazurek: W Bovington jeden Ha-Go stoi.
 
Robert Lewszyk: Tak, jeden stoi, ale właściciele nie mają praktycznie żadnej motywacji, żeby pokazywać drugi egzemplarz. Natomiast muzeum w Duxford najprawdopodobniej będzie bardzo chciało wyeksponować ten czołg.
 
Łukasz ‚Muzzy’ Mazurek: Czy jest gdzieś na świecie jeszcze ten egzemplarz zachowany w takim stanie: jeżdżący, w pełni funkcjonalny?
 
Robert Lewszyk: Okazuje się, że nie. W muzeach znajdują się egzemplarze, które są być może bardziej oryginalne od tego, ale nie są jezdne. Myślałem, że jest jeżdżący egzemplarz Ha-Go w Tajlandii, ale okazało się, że tamten działa na współczesnym silniku. Także na tę chwilę jest to jedyny na świecie sprawny Ha-Go z oryginalnym, kompletnym układem napędowym. Drugim jeżdżącym był ten z muzeum w Oregonie w Stanach. Zapadła jednak decyzja, żeby spuścić z niego płyny i zrobić z niego „gate guarda”, czyli coś na styl stróża, strażnika bramy wjazdowej do tego muzeum.

Kliknij na zdjęcia, by je powiększyć

Łukasz ‚Muzzy’ Mazurek: A propos działa – wiemy, że jest to 37 mm. Można strzelać?
 
Robert Lewszyk: Tak. To jest działo sprawne dlatego, że angielski odpowiednik naszego centralnego laboratorium kryminalistycznego stwierdził, że to jest za rzadka rzecz, ta armata, żeby ją dezaktywować. Jednakże amunicja jest zbyt rzadka i zbyt cenna, żeby używać jej do strzelania. Istnieje nikłe niebezpieczeństwo tego, że ktoś będzie z tego działa strzelał.
 
Armata w środku nie ma czyszczonego przewodu lufy. Po pierwsze nie chciałem tego robić, a po drugie gdybyśmy wyczyścili przewód lufy, to istniałoby prawdopodobieństwo, że ktoś chciałby tego działa użyć. Natomiast w momencie, gdy lufa jest nieczyszczona, są tam oryginalne wżery i rdza, nikt z tego nie odda strzału.
 
Łukasz ‚Muzzy’ Mazurek: Czy podczas renowacji pojazdu tworzyliście jego dokumentację? Czy robiliście plany które mogłyby być wykorzystane przez np. modelarzy?
 
Robert Lewszyk: Cechą charakterystyczną tego pojazdu jest jego oryginalność i sprawność. Skupiliśmy się nad tym, żeby go odrestaurować, ale nie było czasu, żeby bawić się w dokumentację.
 
Łukasz ‚Muzzy’ Mazurek: Czy są jeszcze jakieś inne pojazdy, którymi się zajmujecie lub odrestaurowujecie?
 
Robert Lewszyk: Cały czas, bo w związku z tym, że zajmujemy się zawodowo renowacją pojazdów zabytkowych z okresu drugiej wojny światowej, to ciągle coś tam mamy. Naszą specjalnością są samochody Horch, samochody terenowe Wehrmachtu. Tego ciągle mamy co najmniej kilka na stanie. Ja z kolei prywatnie pracuję nad transporterem opancerzonym Sd.Kfz.251 wersji A. Jedyny na świecie ocalały. Chyba jeszcze większy, biały kruk niż to Ha-Go. On również będzie jeździł na oryginalnym układzie napędowym .
 
Łukasz ‚Muzzy’ Mazurek: Gdzie można Was znaleźć, prócz Muzeum w Bovington, aby zobaczyć na jakim etapie są prace?
 
Robert Lewszyk: Polecam Facebook. Ten FanPage renowacji czołgu trochę już zwolni dlatego, że praca jest skończona. Jeszcze pewnie wstawimy parę relacji, gdzie będziemy informować ludzi co się dzieje z tym czołgiem. Polecam również Weteran – Axis Vehicle Restoration Workshop to jest fanpage mojego warsztatu oraz FP Unarmoured Sd.Kfz.251a Restoration Project. Kto będzie chciał, ten znajdzie. Tam również można obserwować postępy w renowacji tego opancerzonego pojazdu.
Ciekawostka – Japończycy kupili ten czołg za kwotę 1 miliona dolarów (zbiórka crowdfundingowa). Przez około dwa lata będą budować muzeum dedykowane temu pojazdowi.
FanPage Łukasza: KLIK.

Kliknij na zdjęcia, by je powiększyć

Bin4r

Gracz World of Tanks od 2014 roku. Gram, bo jestem pasjonatem i wiem, że większość graczy w WoT to pasjonaci. Niech nasza gra będzie bardziej taktyczna i przemyślana. Trudniejsza, ale mniej irytująca – a przez to bardziej satysfakcjonująca. Postawmy na miodność!

2 komentarze

  1. anonim pisze:

    ha ha go go

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.