W służbie Wujaszka Stalina – sowieckie krążowniki cz. II

Siedziałem nad szklanką podłej wódki w portowej tawernie, w Murmańsku. Podła wóda, pomyślałem, faktycznie jedyne do czego się nadaje to czyszczenie piekarników… To już bimber pędzony przez matrosów na Kirowie był lepszy… Dwa dni temu wyłowił nas z morza radziecki kuter rybacki i od zejścia na ląd użalałem się nad sobą w tej obskurnej knajpie. Towariszcz kapitan! podniosłem nieco zmącony wzrok i spojrzałem prosto w roześmianą gębę mojego drugiego z Kirowa, Iwana Pomanki.

– Gdzie się pan podziewał? Szukam pana od wczoraj! Zawołał, po czym uwalił się na krzesło obok, które zatrzeszczało w proteście dla jego masy i skinął na zmęczoną barmankę.
– Wódki diewoczka, byle dużo! Oblewamy nową łajbę!

– Że co??!! jęknąłem z niedowierzaniem. Wania, zwariowałeś? Kto przy zdrowych zmysłach powierzy mi kolejny okręt?!
– Spokojnie, towarzyszu kapitanie, w politbiurze muszą pana lubić bo dostanie pan nowiutką jednostkę, uśmiechnął się pod wąsem, nalewając gorzały do kubków wielkości niewielkich wiaderek.
– Taaa, westchnąłem, a co to za jednostka?
– Nowiuteńki lekki krążownik projektu 94 – Budionny. Zwodowali go w 1940, czyli jak spod igły. Ma dziewięć śliczniutkich dział w trzech wieżach, każde kalibru 152 mm i zasięgu 15 kilometrów, do tego 3 działa kalibru 100 mm i dwie potrójne wyrzutnie torped 533 mm.
– Niech zgadnę, z powalającym zasięgiem, co? Uśmiechnąłem się krzywo.
– Da, 4 kilometry, ale kapitanie, naszą główną siłą są działa. nie wykryją nas wcześniej niż z 13 kilometrów, więc można walczyć!

Wódka mile rozgrzała mi wnętrzności. Oparłem się wygodnie i spojrzałem na Wanię. A jak z opelotką?
– Mamy 6 cekaemów 12,7 mm, 6 działek 37 mm i trzy działa 100 mm, to powinno odgonić te cholerne sępy.
– Masz rację, jęknąłem, o ile obsada się nie urżnie jak bela i będzie dobrze strzelać…
– Jak zwykle pan narzeka kapitanie, zaperzył się Pomanko, a to na prawdę świetny okręt, już go widziałem.
– Tak… To jak myślisz Wania, ja, stary dowódca niszczycieli sobie z nim poradzę?
Zerknął na mnie chytrze przechylając na raz cały kubek gorzały.
– Myślę, że tak, kapitanie, uśmiechnął się krzywo z wesołym błyskiem w inteligentnych ślepiach. Łajba wyciąga 35 węzłów i jest zwrotna jak niszczyciel..
– I tak samo wytrzymała, skontrowałem rechocząc. Tasza, podaj jeszcze butelkę, muszę się napić z moim drugim za pomyślność naszej nowej łajby!
– Z pierwszym, sprostował Wania, dostałem awans. Po czym z szerokim uśmiechem na swojej pirackiej, brodatej twarzy rozlał flaszkę do kubków…

Rano dotarliśmy na okręt. Fakt, sprawiał groźne wrażenie, a jego smukła, dwu kominowa sylweta wyglądała, jak by się rwał do boju. Nawet tu, w porcie, spętany cumami, wyglądał, jak by szedł z pełną prędkością. Wy, Ruskie potraficie robić piękne okręty, uśmiechnąłem się do Wani. Daaa, odpowiedział z uśmiechem, ale to wy, Polacy potraficie nimi pływać. Wyszczerzyliśmy zgodnie zęby i lekko zataczając się po wczorajszej libacji weszliśmy po trapie na deck. Młody miczman stojący przy trapie wyprężył się na baczność. Zdrastwujtie, towariszcz kapitan, szczeknął. Zdrastwujtie, odparłem, po czym udaliśmy się na mostek, by przygotować okręt do wyjścia w morze.

Byliśmy już w rejsie dwa dni, gdy obserwator ze skrzydła mostka zawołał: Samoloty! Prawo trzydzieści, to torpedowce! Zauważyłem, że płynące ze mną dwa inne krążowniki rozproszyły się. Sam zwiększyłem prędkość i ruszyłem w kierunku nadlatujących maszyn. Jako, że już mnie wykryły, była to jedyna sensowna taktyka.
– Alarm bojowy, na stanowiska! Sygnał klaksonu przetoczył się po okręcie. Wyćwiczona załoga zajęła stanowiska. Zagdakały nasze działka przeciwlotnicze, i o dziwo od razu zrąbały dwa samoloty. Niestety pozostałe osiem zrzuciło swoje torpedy.
– Ster prawo, cała naprzód! Uff, wyminęliśmy te chol… Nie skończyłem myśli, gdy usłyszałem huk. spojrzałem w lewo i zobaczyłem słup dymu nad Kirowem.
– Ten już ma dosyć, westchnął Pomanko, po czym ryknął:
– Wróg, lewo dziesięć, 20 kilometrów!
– Jaki? Krzyknąłem.
– Pancernik i dwa krążowniki, idą kursem na zbliżenie!
– Spokojnie Wania, sternik?!
– Da!
– Ster lewo, działa na prawą burtę, cel pancernik, najpierw odłamkami dwie serie, potem przeciw pancerne i tak na zmianę!
– Taaa jest, towarzyszu dowódco!
Ryknęły nasze działa. Świetnie wymierzyli, pierwsza salwa siedziała w rufie New Yorka.
– Pali się!, ogień ciągły!
– Da, towariszcz kapitan!
Salwa za salwą nasze pociski wbijały się w przeciwnika, wzniecając pożary, druzgocąc nadbudówki i zabijając marynarzy. Niestety, przeciwnik również nas dostrzegł, i jego pociski zaczęły nas obramowywać. Wtem potężny, szarpiący trzewiami huk i swąd rozżarzonej stali oraz kordytu…
– Kapitanie, wieża numer jeden rozbita, obsługa zginęła! Job twoju mat’, Pożar! Wysłać grupy remontowe!
– Tak jest!
Pozostałe dwie wieże nadal zasypywały wroga lawiną stali i ognia, nagle huk i pancernik wroga zaczął się zanurzać.
– Trafienie w cytadelę, to mu dogodziło! Zawołał uradowany Wania.
Tym czasem na placu boju pojawiły się nowe jednostki, w tym niszczyciele nasze i wroga, a woda spieniła się od pływających we wszystkie strony torped. w między czasie oberwaliśmy w ster, więc ciągle się ostrzeliwując zacząłem odchodzić od wroga.

Bitwa została wygrana, nasze siły zatopiły wszystkich przeciwników tracąc jednak 50 procent stanu. Nasz dzielny Budionny ledwo doczłapał do portu. Straciliśmy w ogniu walki wieżę nr 1, całą artylerię opelot, i prawo burtową wyrzutnię torped, chociaż te się nam na nic nie przydały, gdyż nie zbliżyliśmy się do wroga na mniej niż 9 kilometrów, a nasze rybki maja tylko 4 km zasięgu.

Po zejściu na ląd i odprawie w dowództwie spotkaliśmy się z Wanią i oficerami w kantynie.
– No i co pan sądzi o naszej łajbie? Zapytał Waniuszka.
– Wiesz odpowiedziałem mu, byłby świetny, ten nasz Budionny, gdyby miał lepszy pancerz, ale z niechęcią przyznam, że nieźle walczył. Działa są niesamowite, a manewrowość sprawiała, że zapominałem czym płynę i traktowałem go jak niszczyciel, polecam go innym dowódcom.
– Czyli jak? 10 na 10? Dopytywał się Wania.
– No nie, ma trochę mankamentów, ale mocne 7+ u mnie ma, uśmiechnąłem się. A teraz Wania nie marudź tylko polewaj…

Koniec części drugiej.

Jeżeli podoba się Wam taka forma to napiszcie, a może wolicie jednak suchy, techniczny opis jednostek w grze? Czekam na wasze opinie.

/Lex

Lex

Były żołnierz, fascynat broni palnej, marynista, historyk (Barula twierdzi, że "histeryk" ;) ), rekonstruktor historyczny. W redakcji wprowadzam totalny chaos i zamieszanie (Lex, gdzie te recenzje??!!), i notorycznie wkurzam kolegów - redaktorów.

4 komentarze

  1. Swietłana ;D pisze:

    Zgadzam się, taka forma jest ciekawsza.

  2. Lex pisze:

    Spasiba, Towariszcze 🙂

  3. iowa74 pisze:

    Taka forma jest lepsza niż suche fakty i liczby.

  4. GeS300 pisze:

    Ciekawie napisany artykuł 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.