Ashigaru – dlaczego się nie sprzedał i co to mówi o zdrowiu WoT?
Jak donosi TAP, 7 392 spośród 98 000 dostępnych w Warsztacie Ashigaru nie sprzedało się. Co to oznacza? Czy WG dało zbyt słaby czołg? Ludzie kupili za mało pudełek? A może WoT to „dead gierka” i jest nas po prostu tak mało? Przyjrzyjmy się wspólnie różnym hipotezom i spróbujmy zdecydować, czy to nowy trend w (świadomych) zachowaniach graczy, czy jednorazowa wpadka WG. Do tej pory większość pojazdów (przynajmniej tych numerowanych!) wyprzedawała się na pniu. Sytuacja z ubiegłego tygodnia to pierwszy tak wyraźny sygnał, że bańka pękła.

Historia Warsztatu
Po co powstały wydarzenia takie jak Warsztat czy Czarny Rynek? World of Tanks jako gra-usługa potrzebuje ściśle regulowanej i kontrolowanej ekonomii. W gamedevie mówi się o tzw. kranach (faucet) i zlewach (sink) dla surowców. Sztuką dla twórców jest stworzenie takiego systemu, w którym regularna gra pozwala być „na zero”, ale dać również możliwość zarobku w miarę potrzeby. Wargaming od długiego czasu radził sobie w tym systemie dość dobrze. Naszym źródłem dochodów były bitwy i nagrody z misji, a kosztem kupowanie czołgów, amunicji, naprawa czy materiały eksploatacyjne. W przypadku złota jednak sytuacja ma się zgoła inaczej. World of Tanks jest już bardzo dojrzałą grą z doświadczoną bazą graczy. Kto z nas nie ma czołgów premium, tzw. Zarabiaczek? W ten sposób biorąc udział w wydarzeniach i nie kupując niepotrzebnych nam czołgów premium zaczęliśmy (my, z naciskiem na płacących graczy) gromadzić nadmierne ilości surowców, szczególnie podczas eventów z pudełkami, które oferują przecież tak świetną wartość do ceny!
Napływ surowców zakłócił delikatną ekonomię gry, mieliśmy za dużo kranów, a za mało zlewów. Co bardziej zamożni gracze zaczęli dosłownie spać na górach złota, z którym nie mieli co robić. Wtedy Wargaming na fali fascynacji (spóźnionej o rok) „unikalnością” NFT stwierdził, że świetnym pomysłem na odciągnięcie nadmiaru surowców od graczy będzie stworzenie absolutnie nieopłacalnego systemu, w którym wykorzystując FOMO (strach przed byciem pominiętym) dadzą nam unikalne, ponumerowane, dobre czołgi w zamian za większość naszych nagromadzonych dóbr. Podobną mechaniką, jednak wycelowaną stricte w najbogatszych cechuje się Czarny Rynek. Bazując na strachu przed utratą potencjalnie bardzo dobrego, potrzebnego np. do rozgrywek klanowych czołgu napędzają marketing, sprawiając, że wydajemy równowartość setek, a czasem nawet tysięcy złotych na czołgi, które później będą kurzyły się w naszych garażach.
Przypomnę, że
- Obiekt 780 (Czerwiec 2022) sprzedał 40000 numerowanych egzemplarzy w kilkanaście minut, a 60000 czołgów w mniej niż dobę.
- Lion w lutym 2023 spalił serwery i zszedł niemal natychmiast.
- Kampfpanzer 07 P(E) (Sierpień 2023), bardzo mocna maszyna, schodził już godziny, ale w końcu się wyprzedał.
- Podobnie było z 452K (Luty 2024).
- Vickers 3 (Lipiec 2024) schodził już ponad dobę w wersji numerowanej, a pierwszy raz doszło do sytuacji, że czołg nie sprzedał się do końca, jednak było blisko
- DBV-152 (Luty 2025) – mimo problemów technicznych wyprzedał się w mniej niż dobę.
Ashigaru jednak jest inne z kilku powodów, zobaczmy dlaczego!
Słaby produkt
Bądźmy szczerzy – Ashigaru jest prawdopodobnie najsłabszym czołgiem, który zagościł do tej pory w Warsztacie. Nie zrozumcie mnie źle – ma swoją rolę, w której jest wybitny, a jest nią robienie czystych obrażeń z daleka. Jego wady sprawiają jednak, że nie sprawdza się niemal nigdzie indziej, a meta faworyzuje raczej czołgi uniwersalne i brawlerów. Tutaj mamy miękkiego, wolnego kołowca ze słabą stabilizacją i przeciętnym camo. W dzisiejszym, mocno korytarzowym World of Tanks paradoksalnie Ashigaru brakuje miejsca na grę, a z drugiej strony mamy go za dużo przez mobilność bohatera ostatniego wydarzenia. Jest też duża konkurencja… również na wyższych tierach, bo po raz pierwszy maszyna z Warsztatu nie jest najwyższym poziomem w grze! Każda z wcześniejszych ofert oferowała ciekawy, unikalny gameplay albo poprawione względem drzewkowej konkurencji statystyki. Tutaj mamy do czynienia z tzw. one trickiem. Ashigaru stawia wszystko na jedną kartę, a okazuje się, że ostatecznie nie jest to karta, która wygrywa stół. Ashigaru przegrał konkurencję nie tylko z innymi czołgami X poziomu, ale z samym postępem gry. Inwestycja w Tier X, który nie jest metą, w obliczu istnienia Tieru XI, to z perspektywy weterana po prostu błąd ekonomiczny.
Zmęczenie materiału i drenaż zasobów
Mówimy to o zmęczeniu na dwóch frontach: Z jednej strony mówimy o wiecznej farmie zasobów, żeby zdobyć kilka czołgów w roku, a z drugiej o absolutnie zrozumiałym zmęczeniu graczy – skoro mamy tak dużo drenujących zasoby wydarzeń, że magazyny większości graczy świecą pustkami, to oglądamy każdy grosik z dwóch stron i decydujemy się, czy i dlaczego warto (lub jak w tym wypadku najwidodczniej nie warto) wydawać zasoby. Dobrze, że jako społeczność przestaliśmy poddawać się presji i temu strachowi, że ten konkretny czołg musimy mieć, bo może akurat będzie metą. Przez 2 miesiące, póki WG nie wymyśli czegoś nowego, śmiałbym dodać. Wielu z nas wykorzystało też mnóstwo kredytów, schematów i wolnego doświadczenia na wbijanie XI poziomów, to zdecydowanie nie jest tutaj bez znaczenia mimo że to tylko tymczasowy „zlew” dla zasobów.
Psychologia „Numerowanego Stylu”
Kiedyś tylko część pojazdów była numerowana. To sprawiało, że każdy, kto był zainteresowany maszyną chciał dostać „w gratisie” ten numerek, bo lepiej go mieć niż nie, skoro nie ma różnicy w cenie, nie. W ten sposób Wargaming generował duży ruch na początku wydarzenia, kiedy gracze dla pewności rzucali się na nowe czołgi. A ten duży ruch powodował, że czołgi znikały szybkie. A to powodowało, że niepewni musieli podejmować decyzję szybciej, a nie mądrzej. To znów napędzało ruch i… Numerowane czołgi ZAWSZE znikały szybko. Tym razem dostaliśmy po roku przerwy (warsztat był, ale bez nowych maszyn) znacznie więcej pojazdów i wszystkie były numerowane, kompletnie zabijając ten początkowy szał. A ludzie, którzy mają czas rozsądnie się namyślić, podejmują rozsądniejsze decyzje, ne przykład takie, że nie warto.

Wnioski, plotki
Spróbujmy podejść do tego metodycznie.
Czy kupiliśmy za mało pudełek? – Nie. To, że Ashigaru się nie sprzedał nie daje nam żadnych podstaw do tego, żeby podejrzewać, że gracze raczej są biedni. Dajcie znać w komentarzach, jeśli mogliście zdobyć ten pojazd a świadomie zrezygnowaliście, mimo dużych rezerw na kontach!
Czy WG dało zbyt słaby czołg? – Trochę tak. Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku Vickersa, który – jak na swoją cenę – okazał się zbyt podobny do zwykłego Centuriona AX, którego każdy z nas może zdobyć w dowolnej chwili wydając ułamek wymaganych zasobów.
Czy WoT umiera? – Jak każdy produkt, starzeje się. „Złote czasy” są już dawno za nami i mam wrażenie, że wprowadzenie wersji 2.0 mimo zauważalnego podbicia numerków nie przyniosło takich rezultatów, jakich oczekiwałby WG. Mimo to mówimy w tej chwili o 1,1 miliona aktywnie grających (ponad 75 bitew w ostatnich 2 miesiącach) i codziennie ponad 150 tysiącach zalogowanych na raz w peaku. To bardzo dobre wartości, szczególnie jak na tak wiekowy tytuł. WoT jeszcze nie dogorywa.
Wargaming popełnich kilka błędów marketingowych. Dostaliśmy BARDZO DUŻO czołgów, z zasady było ich 40-50 tysięcy, tym razem aż 98k! To budzi też pytanie, czy unikatowy czołg z numerem 97542 dalej jest unikatowy? Jeśli 10% bazy aktywnych graczy może mieć ten sam pojazd, to traci on jakąkolwiek wartość kolekcjonerską. Chyba, że celem nie było wyprzedanie wszystkiego, a zebranie surowców od jak największej liczby graczy, wtedy zdecydowanie mówimy o sukcesie. Tak czy siak, Wargaming tym wydarzeniem wygrał i osiągnął swój cel, ale myślę, że tym razem potrzebują bardziej przemyśleć temat na Warsztat w Lipcu/Sierpniu.
Zostawię tutaj tylko myśl, że odbiór Ashigaru byłby absolutnie, zdecydowanie inny, gdyby… Był pierwszym czołgiem PREMIUM X poziomu. Przeciętniak, ale nadrabia zarobkami? 100 000 sztuk, żeby dać sporą dostępność, a nie wydoić miliony w Czarnym Rynku? To na pewno trafiłoby poprawnie w wielu miejscach.
Podsumowanie
Sytuacja z Ashigaru to nie jest nekrolog dla World of Tanks, ale raczej certyfikat dojrzałości jej społeczności. Przez lata WG karmiło nas poczuciem ekskluzywności, a my potulnie 'paliliśmy’ zasoby, byle tylko nie zostać w tyle. Dzisiejsze 7392 niesprzedane egzemplarze to symbol buntu – nie tego głośnego, na forach, ale tego najskuteczniejszego: portfelem. Gracze powiedzieli 'sprawdzam’ i okazało się, że bez solidnego gameplayu, sam numer na lufie to za mało. Bańka FOMO nie pękła dlatego, że graczy ubyło. Pękła, bo przestaliśmy wierzyć, że każdy nowy pixel jest wart naszej rocznej pracy w grze.




Uległem presji numerka i kupiłem. No powiem jak Zbyszek Stonoga; Kurcze pióro, nie było warto
WG regularnie ucina zarobki i wolny exp. Skad brac zasoby na zbytki? Subskrypcja WOT Plus jest nie oplacalna.
W zwiazku z powyzszym dalsze garaze i tym podobne dziwadla beda ostawaly z coraz wieksza iloscia niewybranego sztrynksu.