USS „Cachalot”

Czerwiec 1943 rok, gdzieś na Pacyfiku.
 
 
Wstawał wczesny świt. Zgrabny okręt podwodny cicho przecinał drobne fale marszczące spokojną taflę oceanu. Na pomoście tkwiła pełna obsada, czterech obserwatorów, dowódca i oficer wachtowy. – Pozwolenie wejścia na mostek? – Zezwalam. Z włazu wyłonił się pierwszy oficer, komandor podporucznik Jack Croford. – Kawa, kapitanie* – mruknął i podał dowódcy parujący kubek czarnego i gęstego jak smoła płynu. – Idź coś przekąsić panie Standt – zwrócił się do wachtowego – zastąpię cię. Rod Standt, uśmiechnął się z wdzięcznością, przekazał lornetkę i zniknął we włazie, prowadzącym w głąb okrętu. – Wszystko w porządku Artie? – zapytał – Kiepsko ostatnio wyglądasz… Dowódca, wysoki, czterdziestoletni, doświadczony oficer oparł się plecami o przednią zrębnicę kiosku i zapatrzył się we wschodzące pomału za rufa słońce. – Widzisz, Jack, jesteśmy w patrolu już prawie miesiąc, a nie natknęliśmy się na ani jeden wrogi okręt, a według naszego kochanego wywiadu, powinniśmy namierzyć co najmniej trzy konwoje… – Ja tam nie narzekam – wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu – Spokojna i niemęcząca przejażdżka z daleka od piekła wojny… Arthur Brooks spojrzał na niego z krzywym uśmiechem – Po części masz rację, ale wiesz nie było moim marzeniem utknięcie na tym dziesięcioletnim zabytku. Fakt, troszkę go nam zmodernizowali, ale to nie zmienia faktu, że jest to stary, cieknący kawał złomu… – Oficer torpedowy do kapitana! – Mów, Sparks. – Panie kapitanie, mamy problem z tymi nowymi torpedami akustycznymi… Dowódca spojrzał na pierwszego i przewrócił oczami – W porządku, panie Sparks, ile mamy tych nowych torped? – dwie w dziobowych – Ok, jakoś przeżyjemy, postaraj się je doprowadzić do stanu używalności, dobrze? – Yes sir! Brooks jęknął i zerknął na wskazanie logu. Dwanaście węzłów, więc oba diesle pracowały z optymalną wydajnością. Można było w położeniu nawodnym rozpędzić okręt do ponad dwudziestu węzłów, ale wtedy oba diesle konsumowały paliwo w ilościach przemysłowych. – Kontakt, dwa stopnie w prawo od dziobu! – Obserwator wskazywał ręką kierunek. Jak na komendę, obaj oficerowie unieśli do oczu lornetki. W oddali widać było kilka smug dymu. – Konwój? – pierwszy spojrzał na dowódcę, który w skupieniu wpatrywał się w widoczne na horyzoncie smugi. – Na pewno nie nasi, pierwszy. Maszynownia cała na przód, ster dwa stopnie na ster burtę! Woda za rufą spieniła się, gdy dwie śruby zaczęły dziko wirować, popychając okręt do przodu. Po godzinie można już było rozróżnić potężne sylwety japońskich okrętów. – Ładny mi konwój – mruknął kapitan – Przygotować się do zanurzenia!, Wszyscy na dół! – Obserwatorzy odpięli mikrofon interkomu i zabezpieczyli jego gniazdo, a znikając we włazie, zabrali ze sobą banderę. Pierwszy podążył za nimi, a kapitan jeszcze raz spojrzał na przeciwnika – A narzekałem, że nic się nie dzieje… Następnym razem będę, cholera, milczał… – mruknął do siebie. Okręt zbliżył się na osiem kilometrów do grupy okrętów wroga, gdy te zaczęły zmieniać lekko kurs. Dowódca wszedł do wnętrza kiosku i zamknął za sobą właz i zjechał po poręczach drabiny do centrali – Zanurzenie na sterach, peryskopowa. Prędkość pięć węzłów. – Tak jest, zanurzenie na sterach, wyrównać na peryskopowej! Jest pięć węzłów! Okręt ześlizgnął się pod powierzchnię i cicho zaczął skradać się w kierunku przeciwnika. – Peryskop w górę! Srebrna, połyskująca olejem rura ruszyła w górę, a po chwili Brooks, przyłożył oko do okularu. – Uwaga na aparatach, zalać wyrzutnie od jeden do cztery – Jest zalać wyrzutnie od jeden do cztery! W szkłach peryskopu pokazał się piękny cel. Widać wróg nie spodziewał się w tym rejonie zagrożenia, bo okręty nawet nie zygzakowały. – Wprowadzić dane do TDC* torpedy 1 i 2 cel pancernik, prędkość celu 20, kurs 182, odległość 5000 metrów. Torpedy 3 i 4, ten sam kurs i prędkość, odległość 5200 metrów! – dane wprowadzone, torpedy ustawione. – Otworzyć pokrywy zewnętrzne – Pokrywy otwarte! Kalkulator na bieżąco wprowadzał korekty, wreszcie dowódca spojrzał raz jeszcze i wydał komendę – Wyrzutnie 1 i 2… Pal! – 1 i 2 poszły! – 3 i 4… Pal! – 3 i 4 poszły! – zamknąć klapy zewnętrzne, zanurzenie czterdzieści pięć metrów, ster lewo na burt, pół naprzód! Peryskop w dół! Okręt gwałtownie pochylił się w kierunku dziobu, gdy sternicy ustawili płetwy sterów głębokości w odpowiednim położeniu, a okręt zaczął zmieniać pozycję. Pierwszy, oparty o stół nakresowy patrzył na trzymane w rękach stopery. – uderzenie dwóch pierwszych za 30 sekund. Wszyscy w centrali w milczeniu spoglądali w sufit w oczekiwaniu na odgłos eksplozji. – Torpedy koło celu… Minus jeden, minus dwa… Nagle potężna eksplozja uderzyła falą dźwiękową w kadłub – Jedna w celu! Druga, trzecia! – Spokojnie panowie – Dowódca wyszczerzył się w szerokim uśmiechu – Wyjść na peryskopową, pięć węzłów, chiefie, jak baterie? – 80%, sir, jest dobrze! Peryskop znowu uniósł się do góry, a dowódca przywarł do jego szkieł. – Krążownik tonie, pancernik stoi w przechyle. Zalać i otworzyć rufowe! – Podał namiary do kalkulatora, a po chwili dwie torpedy dosięgły nieruchomy cel, ostatecznie posyłając go na dno. – Sonar do centrali! Szybkie obroty śruby z lewej burty! – Kapitan błyskawicznie obrócił peryskop – Alarm! Zanurzenie alarmowe, 80 metrów, cała naprzód! Okręt gwałtowni przegłębił na dziób, a dwie śruby popchnęły go do przodu z prędkością 12 węzłów. – Ster lewo na burt, ster prosto, tak trzymać – Pluski w wodzie! – Cholera, głębiej panie pierwszy! Okręt zszedł na 85 metrów a po chwili targnęły nim potężne wybuchy. Japończycy dobrze ich namacali. W ciągu godziny spadło ponad czterdzieści ładunków.
 
Od pół godziny był spokój, bomby przestały spadać, a w słuchawkach sonaru panowała cisza. – Zużyliśmy prawie cały prąd z baterii, sir – Chief był wyraźnie zmartwiony. Dowódca podszedł do mapy. – Panie pierwszy, proszę nas podnieść na peryskopową, rozejrzymy się. Okręt zatrzymał się pięć metrów pod powierzchnią, a stalowy palec peryskopu przebił taflę wody. Dowódca wykonał szybki „taniec z szarą damą”, po czym dał rozkaz do wynurzenia. Gdy tylko okręt wyszedł na powierzchnię, puszczono w ruch oba diesle, które zaczęły ładować baterie akumulatorów. Dowódca wszedł na kiosk, razem z nim czterech wachtowych i pierwszy. – Jak to wygląda, Jack? – Cóż, dwóch żółtków posłaliśmy na dno, ale okręt do generalki, uszkodzone mocowanie prawego silnika elektrycznego i chyba uszkodzona śruba, po strasznie hałasuje, na razie idziemy na lewej, uszkodzone działo pokładowe, przecieki w przedziale rufowym… Zalecam powrót do Pearl. Dowódca w zadumie spojrzał na pokład, na który wyległa załoga. – Masz rację, choć wątpię, by ta łajba wróciła z powrotem do linii, może dadzą nam nowiutkie „Gato”? – rozmarzył się – Piękne jednostki…
 
 
wszystkie osoby i wydarzenia są fikcyjne!
 
 
 
Podsumowanie, czyli całkowicie nieobiektywny Lex z wywalonym ozorem czeka na podwodniaki 😉
 
 
Właśnie skończył się test publiczni okrętów podwodnych. Mieliśmy okazję popływać trzema „żelazkami” – sowieckim, niemieckim i jankeskim. Cóż praktycznie nic się nie zmieniło od czasów zamkniętych testów. Gra podwodniakami jest bardzo ciekawa i wnosi powiew świeżości do gry. Ale mimo wszystko jest łyżka dziegciu w beczce miodu. Brakuje mi klasycznej głębokości peryskopowej, gdzie można by spod wody torpedować przeciwnika, po uprzednim namierzeniu go przez peryskop. To mnie się bardzo, ale to bardzo nie podoba. Oczywiście, wiele osób może się przyczepić do prędkości podwodnej okrętów, która jest dwukrotnie większa niż w rzeczywistości. Kochani, sam jestem gościem wychowanym na Silent Service (jeszcze na Commodorku!) i na Silent Hunter, ale zrozumcie, jeżeli chcemy zachować grywalność, to był to zabieg konieczny. Świetnie rozwiązano system zwalczania okrętów podwodnych. Niszczyciele i krążowniki posiadają bomby głębinowe, które, umiejętnie zrzucone, potrafią napsuć krwi pływającym na podwodniakach. Cóż, na razie jest osobny tryb dla o.p. Ale miejmy nadzieję, że z czasem, zostanie on wchłonięty przez główny tryb rozgrywki, czego sobie i Wam serdecznie życzę 🙂
Wyjaśnienia!
* Stopnie marynarki USA są dosyć dziwne, a wynika to z tego, że marynarze nie chcą, by inne rodzaje broni nie mogły się w tym połapać 😉 kiedyś już o tym pisałem, więc nie będę się powtarzać 😉
*TDC – kalkulator torpedowy, taki elektromechaniczny komputer ułatwiający strzelanie torpedowe. Można było zaprogramować torpedy i nie trzeba było celować całym okrętem, jak w przypadku brytyjskich podwodniaków.
 
Do zobaczenia na cyfrowych oceanach!
 
Paweł Lex Lemański

Lex

Były żołnierz, fascynat broni palnej, marynista, historyk (Barula twierdzi, że "histeryk" ;) ), rekonstruktor historyczny. W redakcji wprowadzam totalny chaos i zamieszanie (Lex, gdzie te recenzje??!!), i notorycznie wkurzam kolegów - redaktorów.

2 komentarze

  1. Riddick pisze:

    Za…iste te historie, ale mam wrażenie że coraz krótsze ,nad czym ubolewam pozdrawiam

Pozostaw odpowiedź Riddick Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.