„Yudachi” – czyli Lexa polemika z Dark_Havockiem.

Parę dni temu, nasz kolega opisał testowaną przez nas premkę, a dokładnie, posadowionego na VII tierze „Yudachi”. Jak wiecie jestem fanatykiem niszczycieli i na ten rzuciłem się jak menel na pisiont groszy… Pierwsze wrażenie? WOW!!! VII tier i 15 km zasięgu torped!!! Ok, ponakładałem perki na starego, ulepszenia na okręt i ruszyłem w bój. Początkowy entuzjazm troszkę przygasł, gdy okazało się, że dedeczek demonem prędkości nie jest (35,7 węzła), ale nic to, Baśka, jak mawiał pan Wołodyjowski, zrobiłem zwrot wymijając kilka pancerników i po łuku ruszyłem w kierunku spodziewanego przeciwnika. Jak wspomniałem, torpedy mają zacny zasięg, niestety, ich prędkość to zaledwie 57 węzłów, co przy strzelaniu z dużej odległości, daje oponentowi dużo czasu na reakcję… Ale, zza wysp wyłoniły się dwa Bismarcki idące kursem na przecięcie. Odległość do celu około 10 kilometrów. Ustawiłem się do strzału i posłałem po wiązce w kierunku celu. Było dla mnie wielkim zaskoczeniem, że przeciwnicy zareagowali bardzo późno. Efekt? Jeden pancek zatonął po zainkasowaniu czterech trafień (dwa zalania), drugi stracił ponad 50% hp. Oczywiście mądrusi Lex zapomniał, że podchodzenie na bliżej niż 5,7 kilometra to samobójstwo, i po chwili salwowałem się ucieczką pod zasłoną dymną tracąc przy okazji połowę „hapsów”… Artyleria nie jest zła. Mamy pięć dział kalibru 127 milimetrów (dwie podwójne wieże i jedna jednodziałowa) o zasięgu 11,8 kilometra. Niestety czas przeładowania wynosi aż 9 sekund!!! Cóż, nie polecam wymian uprzejmości z amerykańskimi niszczycielami (choć można walić z dymu do większych okrętów i pięknie je podpalać – polecam! 😀 ). Jeszcze słów kilka o obronie przeciwlotniczej… Zaraz, jakiej obronie??!! Dwie armatki kaliber 40 milimetrów szału nie robią, więc jak widzisz wraże samoloty, chowaj się w dym i módl się, żeby cię nie namacały…

I teraz najtrudniejszy moment każdego testera, wydanie werdyktu. Jako, że okręt ma jeszcze status WiP, możemy być pewni, że wiele parametrów ulegnie zmianie. Oby!!! Jest to najgorzej zbalansowany DD-ek jakim grałem! Torpedy o genialnym zasięgu, wolne jak diabli i widoczne z 2,5 kilometra, niezłe działa z koszmarnie długim czasem przeładowania, prędkość żółwia z zaawansowaną astmą, za to niezła zwrotność, brak opelotki z prawdziwego zdarzenia… Czy brać? Na chwilę obecną mam mieszane uczucia. Świetny do ataków z dystansu i zwiadu, Za to do niczego podczas walki w zwarciu… Wiem, jestem masochistą, ale tak, ja bym go wziął, nawet teraz, ma w sobie to „coś”. Ale, ja bym go wziął, Wam, kochani Czytelnicy, na dzień dzisiejszy go odradzam… Cóż, poczekamy na zmiany i jak dostaniemy do testów finalną wersję, to wydamy ostateczny wyrok 😉

Do zobaczenia na cyfrowych wodach, a kolejne moje teksty, jak zawsze, już niebawem!

Paweł Lex Lemański

Lex

Były żołnierz, fascynat broni palnej, marynista, historyk (Barula twierdzi, że "histeryk" ;) ), rekonstruktor historyczny. W redakcji wprowadzam totalny chaos i zamieszanie (Lex, gdzie te recenzje??!!), i notorycznie wkurzam kolegów - redaktorów.

3 komentarze

  1. Ozawa pisze:

    Odnośnie „krzaczków” malowanych na japońskich niszczycielach, to była praktyka obowiązująca przed wybuchem wojny. Na burtach i rufie malowano nazwę okrętu, a na dziobie numer dywizjonu do którego okręt należał. Z oczywistych względów wszystko to zamalowano po wybuchu wojny. Dlatego moim zdaniem słusznie ich nie ma.

    • J_jW pisze:

      Tak, rzeczywiście na zdjęciach z okresu wojny ich nie mają. Tymczasem ma je np. Akizuki oddany do służby w 1942 roku, czyli w czasie wojny, ale nie wykluczone, że zamalowali je dopiero w czasie przygotowań do operacji w rejonie Aleutów.

  2. J_jW pisze:

    W rzeczywistości z prędkością okrętów tego typu było jeszcze gorzej, bo było to, co najwyżej 34 w. Był ofiarą amerykańskiej zaciekłości, bo krążownik Portland zatopił go ogniem artyleryjskim w pobliżu wyspy Savo celowo ignorując podniesiony sygnał poddania się. Szkoda, że w kamuflażach w grze zapomniano o burtowych napisach na śródokręciu w „krzaczkach”, jakie miały okręty japońskie. W konfiguracji podoba mi się to, że mając stosunkowo powolne torpedy, można przy zasięgu 15 km pokusić się o perk „przyspieszenie torped”, co daje efekt: 62 w przy zasięgu 12 km, czyli w sumie dobrze. Czegoś takiego niestety nie da rady zrobić z WIP-em USS Benham, który ma tylko 55 w. przy 9,5 km, choć ma 16 torped.

Pozostaw odpowiedź J_jW Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.