Wozy bojowe Powstania Warszawskiego.

1 sierpnia 1944 roku o godzinie 17:00 wybiła Godzina „W”. W ramach Akcji Burza, dowództwo Armii Polskiej w Londynie i Dowództwo Armii Krajowej rozpoczęli Powstanie w stolicy Rzeczpospolitej, Warszawie. Tysiące młodych ludzi z AK, Szarych szeregów, a także cywilni mieszkańcy Stolicy chwycili za broń, by po latach niewoli dołożyć znienawidzonym Szkopom. Wiedzieli o zbliżającej się Armii Czerwonej, więc chcąc unikać „wyzwalania”, postanowili odbić miasto z rąk okupanta i powitać Sowietów jako gospodarze. Liczyli również na pomoc Samodzielnej Brygady Spadochronowej gen. Sosabowskiego. Niestety, pomoc nie nadeszła, marsz. Montgommery wysłał świetną, polska jednostkę do nieprzemyślanej operacji Market Garden, która, przez zachłanność Montiego zakończyła się sromotną klęską Aliantów. Tymczasem w okupowanej Polsce Warszawa walczyła. Lecz Powstańcy nie tylko walczyli jako piechota. Posiadali kilka pojazdów. Oto niektóre z nich.

2 sierpnia 1944 roku.
Tego dnia wczesnym rankiem z Zielonki wyjechały w kierunku Warszawy dwa niemieckie czołgi typu Panther. Ich pojawienie się wywołało poruszenie wśród powstańców, a dokładnie, żołnierzy z batalionu „Zośka”. Początkowy atak przy pomocy granatów i butelek z benzyną okazał się nieskuteczny. Czołgi bez wiekszych przeszkód dotarły w pobliże skrzyżowania ulic Okopowej i Glinianej. Nagle, jeden z czołgów uległ awarii. Załoga uszkodzonej Pantery została zmuszona przenieść się do innego pojazdu. Zażarte walki toczyły się dalej. Żołnierze polscy wystrzelili z granatnika PIAT (pozyskanego ze zrzutów). Granat z tej nieporęcznej broni o napędzie sprężynowym, trafił w tył wieży jednego z czołgów. Spowodowało to przerażenie wśród załogi trafionego wozu. Spanikowany kierowca wbił się w przybudówkę pobliskiego domu. W ten sposób w ręce powstańców trafiła największa zdobycz Powstania, dwa nowoczesne, groźne, niemieckie czołgi. Pierwotnie czołgi miały zostać wykorzystane, jako działa artyleryjskie, jednak po gruntownych oględzinach zdecydowano się użyć oba czołgi w działaniach bojowych. Zwerbowano załogę składającą się głównie z byłych pancerniaków. Szkolenie przeprowadzili niemieccy czołgiści, którym w zamian obiecano darować życie. Na bazie zdobytych czołgów, jeszcze tego samego dnia, utworzono samodzielny pluton pancerny „Wacek”, wchodzący organizacyjnie w skład batalionu „Zośka”, a taktycznie podlegający dowódcy AK ppłk. Janowi Mazurkiewiczowi ps. „Radosław”.

Następnego dnia (3 sierpnia), na pierwszym czołgu pojawiły się powstańcze oznaczenia i nazwa „Pudel”. Był to pseudonim poległego w tym dniu Tadeusza Tyczyńskiego. Nazwa ta jednak nie przyjęła się, a załoga nazywała swój czołg „Magda”. Z przodu pojazdu, z lewej strony namalowano dużą, biało-czerwoną szachownicę lotniczą, a z prawej strony, pod gniazdem kaemu, powstańczą kotwicę. Na prawym błotniku pozostała także pierwotna nazwa wozu – „Pudel”. Cały dzień trwały również próby uruchomienia drugiego z czołgów, oznaczonego przez powstańców literami „WP” na włazie ewakuacyjnym z tyłu wieży. Nie przyniosły one jednak rezultatu z powodu poważnego uszkodzenia instalacji elektrycznej. Czołg „Magda” oddał tego dnia kilka strzałów w kierunku wieży kościoła św. Augustyna, skąd niemiecki MG-42 ostrzeliwał ulice Dzielną i Okopową.

Przed południem 4 sierpnia, majstrowi Uniewskiemu udało się uruchomić silnik czołgu „WP”, natomiast czołg „Magda” miał tego dnia stanowić wsparcie artyleryjskie ataku na niemieckie pozycje w kompleksie budynków przy ulicy Żelaznej. Był to między innymi szpital św. Zofii. Pantera zajęła pozycję na tyłach „Monopolu Tytoniowego” i podczas natarcia piechoty prowadziła ogień na wprost przez ruiny getta. Walka trwała do późnego popołudnia, zakończyła się jednak niepowodzeniem. Podczas ataku załoga przeżyła chwile grozy, gdy zgasł silnik czołgu. Udało się go jednak uruchomić ponownie i czołg wycofał się bezpiecznie na ul. Okopową. Powstańcy dokonali niezbędnych napraw używając do tego celu zapasowych części znajdujących się wewnątrz czołgu.

8 sierpnia „Magda” stała niesprawna z powodu wyczerpanych baterii. Ustawiono ją w taki sposób, by działo mogło celować w kierunku jednej ulicy i tym samym osłaniało flankę powstańców. Około godz. 8:00 Powstańcy rozpoczęli równoległy atak odbywający się wzdłuż ul. Karolkowej przy wsparciu czołgu „WP”. Po wjechaniu w ul. Karolkową czołg został trzykrotnie trafiony przez nieprzyjaciela. Po ostatnim trafieniu, wyrwane od wewnętrznej powierzchni pancerza odłamki uderzyły w jeden z pocisków wewnątrz pojazdu i spowodowały zapalenie w łusce materiału pędnego. Załoga została ranna, jednak kierowcy udało się wycofać i ewakuować kolegów. Wieża polskiej Pantery obróciła się majestatycznie w kierunku czołgu przeciwnika. przeciwnik eksplodował po pierwszym trafieniu Polaków.
Oba czołgi zostały, z powodu licznych awarii porzucone przez załogi i podpalone, by nie trafiły w ręce wroga. „WP” porzucono 10 sierpnia, dzień później „Magdę”.
„Chwat” był niemieckim działem pancernym typu Jagdpanzer 38(t) Hetzer. Został zdobyty przez Powstańców 2 sierpnia 1944, czyli tego samego dnia co obie Pantery. Podczas ataku powstańców zginęła cała niemiecka załoga, a sama maszyna była w dużej części nadpalona, oraz miała uszkodzony układ elektryczny i hydrauliczny. Przez krótki czas „Chwat” był wbudowany w barykadę powstańczą, po czym został naprawiony przez polskich mechaników. Nie został jednak użyty bojowo z powodu wiążącej się z tym konieczności rozbiórki barykady. Był garażowany w budynku Poczty Polskiej, gdzie został zasypany na skutek zniszczenia budynku. Po wojnie wydobyty podczas odgruzowywania budynku Poczty Polskiej i przetransportowany do Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. W roku 1950 w czasach stalinizmu został zezłomowany na rozkaz Głównego Zarządu Polityczno-Wychowawczego Wojska Polskiego, gdyż ówczesna „władza ludowa”, starała się wszelkimi siłami zatrzeć pamięć o bohaterskim zrywie, jakim było Powstanie Warszawskie.

Nie możemy zapomnieć o pojeździe zbudowanym przez samych Powstańców. 8 sierpnia kapitan „Krybar”, dowódca grupy bojowej walczącej na Powiślu, powierzył zbudowanie samochodu opancerzonego Inżynierowi Janowi (Walerian Bielecki). Wcześniej w sprawę wykonania wozu zaangażowany był kwatermistrz zgrupowania „Krybar” ppor. „Kaczka”, który w garażach Elektrowni znalazł ciężarówkę Chevrolet model 157 o ładowności 3 t. Samochód pochodził z przedwojennej Koncesjonowanej Wytwórni Samochodów „Lilpop, Rau i Loewenstein” S.A. w Warszawie. Tego samego dnia „inż. Jan” zgłasza się do kpt. „Cubryny”, dowódcy obrony Elektrowni, od którego otrzymuje pomoc. Od dowództwa odcinka pada rozkaz: „Elektrownia daje: samochód, sprzęt spawalniczy i materiały – stalowe blachy i kątowniki. Kpr. „Cubryna” przydziela też swoich fachowców, którzy na wykonanie wozu mają 10 dni.” Szefem budowy samochodu został plut. „Globus”, przed wojną majster Wydziału Mechanicznego PZL Okęcie-Paluch. Przybył na początku sierpnia na Powiśle z Mariensztatu, gdzie w czasie ucieczki z płonącego domu zginęła jego żona, lekarka pseudonim „Kubuś”. To właśnie jej pseudonim będzie nazwą jedynego w historii II Wojny Światowej samochodu pancernego wykonanego przez żołnierzy podziemia…

W czasie prac warsztatowych „Jan”, zawodowy architekt, nakreślił szkice, a plut. „Globus” przymierzał arkusze zdobytej blachy bezpośrednio do karoserii Chevroleta i szkieletu nadwozia. Po dopasowaniu blach i przyspawaniu ich do ram karoserii, widoczne stały się kontury samochodu pancernego. Prace trwały do wczesnych godzin rannych 23 VIII 1944, kiedy to „Kubuś” wraz z „Jasiem” ruszył do ataku na Uniwersytet Warszawski. W czasie tej akcji uzbrojeniem „Kubusia” był sowiecki rkm DP wz. 28 kaliber 7,62 mm, miotacz ognia, granaty oraz broń osobista członków desantu (między innymi pistolety maszynowe „Błyskawica”).

„Kubusia” można do dzisiaj oglądać w Muzeum Wojska Polskiego. Jest to jedyny na świecie, udany, wykonany przez Ruch Oporu samochód pancerny na świecie. Ciekawostką był pancerz pojazdu. Kiedy stwierdzono, że pojedynczy arkusz blachy pancernej nie wystarczy, zdwojono go, pozostawiając pomiędzy dwiema warstwami stali 6 centymetrów wolnej przestrzeni. Dzięki temu, wrogie pociski nie penetrowały przedziału bojowego pojazdu.
Powstańcy zdobyli również półgąsienicowy transporter niemiecki, który współdziałał z „Kubusiem”.
Po 63 dniach Powstanie upadło. Złożyło sie na to wiele czynników (zdrada Aliantów, mściwość Stalina, braki Powstańców w amunicji i sprzęcie – 70% zrzutów wpadało w ręce niemieckie). Lecz dzisiaj, pamiętajmy o tych, którzy 73 lata temu położyli na szali własne życie, by choć przez chwilę poczuć się wolnymi ludźmi…
Autor jest historykiem, pasjonatem militariów, rekonstruktorem i marynistą. Kilka osób z jego rodziny walczyła w Powstaniu, stąd lekko osobisty wydźwięk artykułu.
Paweł Lex Lemański.


Lex

Były żołnierz, fascynat broni palnej, marynista, historyk (Barula twierdzi, że "histeryk" ;) ), rekonstruktor historyczny. W redakcji wprowadzam totalny chaos i zamieszanie (Lex, gdzie te recenzje??!!), i notorycznie wkurzam kolegów - redaktorów.

7 komentarzy

  1. Anonim napisał(a):

    Правительство польши из англии походу переехало в сша.

  2. on napisał(a):

    „lekko osobisty” ;V

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.