Jasna i ciemna strona supertestów WoT, cz. II

ST

Jasna i ciemna strona supertestów WoT. Część 2

Nie ma sensu czytać części 2 bez części 1. Zapraszamy do lektury 🙂

– „ 45% testerzy WoT”. Ten tekst stał się już memem i pojawia się już praktycznie wszędzie, zwłaszcza tam gdzie mówi się o tosterach czy o tostach.

Ale w sumie to wierutne kłamstwo! Przez cały czas minimalny procent zwycięstw to 48%. To jest tak, moi drodzy. Średni procent zwycięstw u supertesterów to 54. A najlepszy wykręt na ST ma 67%. Graczy mających staty poniżej 50% zwycięstw to raptem ze 30 ludzi.

Sama za siebie mówi wewnętrzna statystyka, która u nas jest.

Nie mylcie testerów z programistami! Nie ma testerów z taką statystyką, po prostu nie ma.

A co to za ludzie? Chodźcie, opowiem wam.

Przez cały czas swojej gry widziałem nie raz i nie dwa takie konta, na których delikwenci zbierali pojazdy z testów. Minimalny próg zwycięstw oscylował wokół 42%, widziałem takich co mieli na tych kontach 45%, 43%… To robocze lub domowe konta pracowników WG. Pracownik w tym wypadku nie oznacza automatycznie programisty czy projektanta, ale bierze co mu się podoba. Owszem, tester też dostaje specjalne maszyny – ale na podstawie umowy z surowymi konsekwencjami za łamanie jej postanowień. Wszystkie zebrane informacje od wszystkich testerów są zbierane w jedno. I nie należy mylić testerów z kontami pracowników. Jak odróżnić jednych od drugich na randomie, gdy jeżdżą w specjalnych czołgach?

– Po klanach, obowiązkowo 5k+ bitew i minimum 49% zwycięstw. Ponadto testerzy przeważnie jeżdżą w plutonach i odpowiadają specyficzną gwarą na pytania na randomie.

– Np. „Ten czołg przechodzi właśnie testy. Jestem uczestnikiem supertestu, wszystkie szczegółowe informacje o nim po wyjściu odpowiedniego patcha” (Kto normalny tak pisze?).

– Po przekazywaniu konta.

Bo to nierzadkie przypadki, że przekazuje się konta pomiędzy testerami. Kolegami, streamerami, klanowi, obcym ludziom… Co najmniej 50 ludzi miało problemy z powodu podobnych „nadużyć”.

Za wszystko wini się zazwyczaj testerów – mówią „jak wyście to testowali, że taki syf przeszedł?”. No, ale wyjaśnijmy coś sobie. Czołg przychodzi na testy z określonymi, specyficznymi parametrami technicznymi od programistów i potem się go trochę buffuje, nieco nerfi to tu – to tam. Na etapie dalszych testów np. premium czołg może ulec jakimś zmianom. Ale mizerne to zmiany przeważnie. Po teście każdego czołgu i mapy każdy tester pisze swoje „wnioski”, czy „feedback” i w zasadzie to bardzo ważna informacja. Później wnioski przekazuje się programistom i tutaj zaczyna się „samo gęste”. Jeżeli doczytaliście do tego momentu – miejcie tego świadomość. Testerzy piszą ogromną ilość tesktu, tony literek, hektolitry słów o każdym czołgu i mapie. A co robią programiści? Z zasady mają to w ***** (Bogu dzięki za cyfryzację, bo się mieści). Ignorują feedback.

A w najlepszym wypadku przerabia się 30% raportów, w najgorszym – ani jednego, albo co najlepsze, wprowadzą jakieś dziwne zmiany „po swojemu”. I mamy na to mnóstwo przykładów.

SU76l

– Przypomnijcie sobie SU-76l, którą usunięto w ciągu dnia po wprowadzeniu do sprzedaży. W raportach testerów 93% mówiło, że ten czołg to dziki wafel, przepak i wymaga poważnego przebalansowania. Czołg wszedł, bo ktoś napluł na opinie supertesterów – a potem, jak sprawdziło się to, co opisywali i statystyka z jednego dnia (!) okazała się miażdżąca, chyłkiem chcieli naprawić swoją wpadkę.

– A pamiętacie STA-2? W raportach 75% s-testerów pisało, że czołg jest niegrywalny i nie chcą go w grze. I co? Bez problemu możecie kupić i pojeździć sobie takim agregatem.

Co w zasadzie mamy, drodzy koledzy i koleżanki? Przy ogromnej ilości konstruktywnej informacji zwrotnej – programiści i tak robią po swojemu, patrząc wyłącznie na własne wydumane statystyki. „600 ludzi mówi nam jedno – ale my zrobimy po swojemu”. Po cholerę w takim razie supertesty? To wciąż zagadka.

OK, przyjmować w swojej pracy punkt widzenia testerów, lub nie przyjmować – to już decyzja projektanta mapy jeśli raporty dotyczą map i projektanta czołgu, jeśli testuje się czołgi. Zebrać, przeczytać, przedstawić wnioski – to podstawowe zadanie, a decyzje pozostają poza kompetencjami supertesterów.

– Błędy. Tu wszystko jest cacy, tylko że jednak nie. Łowcy Bugów, testerzy zajmujący się konkretnie wykrywaniem i wskazywaniem błędów. Jeżdżą, wykrywają, raportują na backtracker. To osobna kasta ludzi, których jedynym celem jest szarpnąć kodem w każdą stronę i z każdej strony przed wypuszczeniem patcha. I rzadko się zdarza, żeby jakiś błąd im uciekł i wpadł do patcha. Ale także tutaj pojawiają się programiści… Przed każdą premierą patcha wykrywanych jest średnio ok. 500 błędów. Dużo? A ile z nich zostaje poprawionych? „Co jest, do cholery, ludzi od tego nie macie czy co?” – skarżył mi się kiedyś jeden „Łowca” – „ja znajduję bug, a Wy go usunąć nie potraficie? Ja wciąż mam bugi z patchy 9.3 i 9.4 które czekają na łaskawych panów!” Wyobrażacie sobie? Minął rok, a błąd prawidłowo zaraportowany dalej nie jest poprawiony. Ale to jeszcze nic strasznego.

– Dupowłazy – takich tu od groma, dosłownie „brace yourself, lizanie **** nadchodzi”. Co piąty to dupowłaz, który marzy o tym by przebić się z czymś nad waszymi głowami. W sumie nic wielkiego, po prostu fakt. A jeśli jesteś przedstawicielką płci pięknej – to nie tylko ta, ale i wszystkie inne drogi są dla was dostępne. Lepiej szybko piszcie swoje podanie 🙂

– Mapy i proces testowania. To kolejna ciekawostka.

Z mapami ma miejsce taka sytuacja, jak z czołgami – choć jest minimalnie lepiej. Tutaj częściej bierze się pod uwagę wnioski testerów.

No, a teraz najciekawsze – etap testowania.

K4OOHm9pAeA

Dość „zapalny” moment dla wszystkich stron. W kwestii testów map – wszystko jest proste. Gra drużyna na drużynę, jak na randomie, i jakby trollując random – testerów dobiera się losowo. Bardzo losowo. Często jedna drużyna w kontekście statów jest tak wyraźnie silniejsza od drugiej, że ręce opadają. No, ale wróćmy do testowania czołgów.

Testy czołgów 5 x 5 i 6 x 6 na mapach.

W jednej drużynie są tylko czołgi testowe, w drugiej – tylko ich starsze analogi. Test dzieli się na 12 starć, ze zmianą baz i czołgów po każdej bitwie. I tak, jak już pisaliśmy, drużyny wybiera się naprawdę randomowo – często występuje poważny „dysbalans” umiejętności graczy. Po drugie – my testujemy premiumy, a oni jeżdżą na sklepowych analogach. To po drugie. I po trzecie – gdy testujesz nowy czołg przeciwko czołgowi…

T25 Pilot Number 1 vs. Centurion Mk. I

T25 Pilot Number 1 vs. T-44

T25 Pilot Number 1 vs. Indien-Panzer

T25 Pilot Number 1 vs. M26 Pershing

który wszedł dwa lata wcześniej i dlatego po nerfach i buffach ma spartolone staty. I najważniejsze – czołgi przeciwnika są jednakowe. Jednego od drugiego nie odróżnisz.

Są i inne problemy – ale zostańmy przy tym. Wniosek – idąc na testy g**** możecie zmienić, idźcie tam dla darmowego golda i lansu na ekskluzywnych czołgach. To punkt sporny, ale ważny. Decyduje ostatecznie WG i to wszystko. To pierwszy rozdział otwierający „Los Supertestera WoT”.

– Wczoraj na Superteście (16 września 2014, news nie jest już młody – przyp.  Autor) miała miejsce bardzo nieprzyjemna sytuacja. Gracz pod nickiem ******_11 został wyrzucony z ST, zbanowano mu permanentnie wszystkie konta. Po tym wypadku ów gracz wyrażał swoje zdanie odnośnie supertesterów i wszystko to, co się nazbierało, wykipiało.

Niejednokrotnie na ST dyskutowano z programistami i twórcami, że robię zupełnie co innego. Ale do rzeczy – na teście, na Malinówce, ekipa testerów sprytnie rzuciła się w dół do wody, porywając ze sobą ekipę programistów. Ci wymyślili, że „na randomie tak się nie gra”. Testy powtórzono już tak, jak programistom wydawało się, że „gra się na randomie” (a nie tak, jak uważali dużo bardziej doświadczeni testerzy). Napisałem im, że odwrotnie – właśnie tak się gra na randomie, tak się kończy 9 na 10 bitew i to jest normalne… Potem na teście jakaś dziewuszka zaczęła nam wrzucać, że grać nie umiemy (to była koordynatorka). Chłopaki zmilczeli, ja zaoponowałem – że my się tutaj mapy uczymy, a nie na tramwaj czekamy. Poszedł na mnie pod stołem donos i bez słowa dostałem „upomnienie”. A potem widocznie to się poniosło, widocznie polecenie było żeby „moczyć”. Drugiemu koordynatorowi powiedziałem „chłopaki, wpieprzają wam się w robotę, za waszymi plecami, a przecież tak nie wolno”. Powiedział mi „to nasi, a Ty masz drugie upomnienie i lepiej się pilnuj”. Następny, którego miałem za normalnego, zaczął wrzucać prywatne dialogi i skarżyć się, że go obrażają.

Logicznie – chciałem rzucić ST w ogóle, ale dostałem bana na 2,5 m-ca za… I oto jest pytanie. Pryszczatemu konusowi M********* w ogóle należą się osobne pozdrowienia. Korona mu chyba mózg uciska. Wali błąd za błędem, ale przyznać się to nie. A tracą gracze i ostatecznie jego ukochany WG. Jest cool. I dużo pytań – czemu są takie problemy z balansem, skąd się biorą wafle w kodzie, skąd takie debilizmy w mechanice… Pół roku supertestu dały mi w końcu odpowiedź co tworzy się tej kloace i w którą stronę się to rozwija. Ale ogólnie – dużo zdrowia życzę! 🙂

Bin4r

Gracz World of Tanks od 2014 roku. Gram, bo jestem pasjonatem i wiem, że większość graczy w WoT to pasjonaci. Niech nasza gra będzie bardziej taktyczna i przemyślana. Trudniejsza, ale mniej irytująca – a przez to bardziej satysfakcjonująca. Postawmy na miodność!

1 Response

  1. Faza9_ pisze:

    Artykuł wymiata. Jedynie co to na końcu zbytnio nie chwytam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.