Ryzykowny plan Kriegsmarine: Rajd przez Kanał

W tym tygodniu mija 77 lat od dnia, w którym wielka flota nawodna Kriegsmarine wyruszyła na jedną z najbardziej ryzykownych misji w historii marynarki wojennej. W samym środku II wojny światowej Niemcy postanowili rzucić wyzwanie królującej na morzach brytyjskiej Royal Navy i w biały dzień przepłynąć przez kanał La Manche pod samym nosem Brytyjczyków. Było to tak szalone przedsięwzięcie, że mogło nawet się udać.


Pancernik Scharnhorst, Pancernik Gneisenau, Krążownik Prinz Eugen
Informacje: Bundesarchiv

Pancerniki   VII Scharnhorst  VII Gneisenau, a także krążownik ciężki Prinz Eugen na początku wojny zajmowały się głównie walką z alianckimi konwojami na Atlantyku, ale w lutym 1942 roku zostały osaczone przez przeważające siły nieprzyjaciela we francuskim porcie Brest. Panowanie aliantów nad Oceanem Atlantyckim coraz bardziej utrudniało Niemcom atakowanie transportów przy pomocy jednostek nawodnych, szczególnie po dołączeniu do wojny Stanów Zjednoczonych, co nastąpiło dwa miesiące wcześniej. Przykładem na poparcie tej tezy może być zatopienie pancernika Bismarck, który był prawdziwą dumą niemieckiej Kriegsmarine. Tracący powoli wiarę w zdolność pancerników do atakowania konwojów handlowych Niemcy postanowili sprowadzić swoją flotę z powrotem na Morze Północne, gdyż mieli przekonanie, że celem inwazji aliantów będzie Norwegia.

Niemiecka flota w porcie Brest była nieustannie bombardowana przez siły Royal Air Force, dlatego trzeba było opracować plan. I to bardzo szybko. Tak narodziła się Operacja Cerber. Zamiast kierować się na północny zachód, a następnie wokół Islandii i z powrotem na Morze Północne po okrążeniu północnego wybrzeża Szkocji – możliwie jak najdalej od brytyjskich patroli – flota miała skręcić w prawo i popłynąć przez silnie strzeżony kanał La Manche. Zatopienie Bismarcka pokazało, że trasa na północny zachód nie jest do końca bezpieczna, a długa droga narażała Niemców na ataki ze strony Royal Navy i spore straty. Jedyną przewagą drogi przez Kanał był element zaskoczenia i możliwość „ukrycia się na widoku”.

Tak naprawdę nikt, z większością oficerów Kriegsmarine włącznie, nie spodziewał się, że ten śmiały plan się powiedzie. Tym niemniej 11 lutego w nocy niemiecka flota wypłynęła w morze, aby dokonać niemożliwego. Większość załóg była nieświadoma celu wyprawy. Do Scharnhorsta, Gneisenaua i Prinza Eugena dołączyło sześć niszczycieli, dziesiątki niewielkich łodzi torpedowych oraz osłona powietrzna złożona z ponad 250 startujących z kontynentu samolotów, które miały nieustannie się zmieniać po wyczerpaniu paliwa.

Do rana 12 lutego niemiecka flota praktycznie niezauważona pokonała ponad połowę Kanału. Trzeba przyznać, że Operacja Cerber została zaplanowana w najdrobniejszych szczegółach. Do powodzenia przedsięwzięcia potrzebna była optymalna pogoda i sprzyjające kierunki pływów, mające zagwarantować flocie maksymalną prędkość i jak najmniejszą szansę wykrycia przez nieprzyjaciela. Ostatecznie z powodu szeregu błędów ludzkich, awarii mechanicznych oraz działania niemieckich urządzeń zakłócających komunikację, dwa pancerniki i krążownik ciężki zdołały prześlizgnąć się tuż pod nosem Royal Navy i znalazły się tylko kilka kilometrów od wód Morza Północnego.

Zanim miały z powrotem znaleźć się na otwartych wodach, musiały pokonać jeszcze najwęższy fragment Kanału, czyli Cieśninę Dover.

W godzinach południowych niemieckie okręty zostały w końcu zauważone. Brytyjczycy z niedowierzaniem zerwali się do działania, rzucając do walki wszystko, czym dysponowali – do akcji ruszyło mnóstwo łodzi torpedowych, niszczycieli oraz bombowców, a nadbrzeżne baterie otworzyły ogień. Kiepska widoczność oraz skuteczna obrona przeciwlotnicza utrzymały brytyjskie bombowce na dystans, a z uwagi na rozmiary niemieckiej floty dostępne alianckie jednostki nawodne nie były w stanie zbytnio zbliżyć się do nieprzyjaciela.

I tak oto zwycięska flota Trzeciej Rzeszy zdołała przedostać się na Morze Północne i dotrzeć ku bezpiecznym wodom na obszar niemieckich pół minowych. Podczas szalonej przeprawy przez La Manche okręty Scharnhorst i Gneisenau wpłynęły na miny, a część mniejszych eskortowców została uszkodzona, ale wszystkie jednostki w jednym kawałku zdołały dotrzeć do portu. Operacja, która powinna zakończyć się całkowitą katastrofą, okazała się jednym z najwspanialszych triumfów Kriegsmarine oraz jednym z największych upokorzeń w dziejach brytyjskiej marynarki wojennej.


Jeżeli jeszcze nie macie w swoim porcie tych jednostek, poszukajcie w sklepie premium okrętów Scharnhorst i Prinz Eugen! Jeżeli lubicie szybkie, dobrze opancerzone i uniwersalne okręty Kriegsmarine, na pewno się nie rozczarujecie.

Źródło: Portal WoWs

barula

Pływający batyskaf bojowy. Monotematyczny wojownik autostrad uwielbiający historię, a w szczególności mongołów. W wolnych chwilach łażący po lasach romantyk z nożem i składaną piłą. Majtek okrętowy szukający dziury w całym, a w szczególności WoWsie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.