Lotnictwo morskie: przejście z drugiej do trzeciej generacji myśliwców w Japonii

Do połowy lat 30. XX wieku Japończycy zdobyli status trzeciej największej potęgi morskiej na świecie, ustępującej jedynie Wielkiej Brytanii i Stanom Zjednoczonym Ameryki. Choć jednak zajmowali najniższy stopień podium, jeśli chodzi o tonaż floty i liczbę pancerników, to ich ambicją było grać pierwsze skrzypce. Kluczem do sukcesu miała być budowa floty opartej na lotnictwie morskim.

Sztab główny Cesarskiej Marynarki Wojennej Japonii (Gunreibu), podobnie jak odpowiadające mu instytucje innych krajów, doszedł do wniosku, że lotniskowce są najpotężniejszą bronią uderzeniową tamtych czasów, której słabą stroną była zdolność do samoobrony. W przeciwieństwie jednak do swoich rywali, Japończycy nigdy nie mieli wątpliwości, że na lotniskowcach powinny znajdować się klasyczne myśliwce. Przekonanie to spowodowało, że przez pewien czas japońskie myśliwce pokładowe miały przewagę nad zagranicznymi konkurentami.

Żeby zrozumieć, w jaki sposób Japonii udało się to osiągnąć pomimo stosunkowo słabo rozwiniętego przemysłu lotniczego, musimy zagłębić się w historię.


W roku 1600 feudalna Japonia uporała się z własną wersją „ciemnych wieków” – erą walczących prowincji (Sengoku Jidai). Po tym, jak do władzy doszedł ród Tokugawa, przyjęto prawo, które zabraniało przybyszom z zagranicy wjazdu do Japonii i uniemożliwiało Japończykom jakikolwiek kontakt z nimi.

Gdy zachodnie państwa próbowały rozszerzyć swoje wpływy w rejonie Pacyfiku, ten mur okalający japońskie wyspy zaczął kruszeć. Padł całkowicie w 1858 roku, gdy Matthew Perry dowodzący amerykańską eskadrą Czarnych Statków utorował światu drogę do Japonii przy pomocy artylerii. Jednocześnie świat stanął otworem przed samą Japonią.

Okres izolacji dobiegł końca, a wraz z nim czasy szogunatu. Do 1868 roku Japonia stała się ponownie zjednoczonym krajem. Rządził nim Cesarz, lecz wkrótce w kraju powstała również konstytucja, parlament i rząd. Następnie przyszedł czas rozwoju przemysłu, a potem wojska.

Ekonomiczna ekspansja zachodu nie ustawała: rozmaite europejskie i amerykańskie firmy ruszyły, by wziąć udział w przyspieszonej modernizacji japońskiego przemysłu, również obronnego. Miały one ogromny wkład w rozwój japońskiej armii oraz marynarki wojennej.

Oficjalnie kraj był demokracją parlamentarną, ale w rzeczywistości władzę sprawowały dwie wpływowe grupy. Jedna z nich wywodziła się z klanów samurajskich walczących o przywrócenie szogunatu i izolacji kraju, druga natomiast związana była z ludźmi, którzy szogunat obalili. Obie te grupy znajdowały się pod silnymi wpływami z zagranicy i wzajemnie się o to obwiniały. Konfrontacja ta doprowadziła do pewnych dramatycznych wydarzeń, dość powszechne były w tamtych czasach między innymi morderstwa polityczne. Całe państwo, w tym również wojsko, podzielone było na dwie części i każda ze stron sprawowała kontrolę nad połową. Skonfliktowane obozy miały jednak cechę wspólną: oba były zwolennikami nacjonalizmu i ekspansji. Frakcja proniemiecka upatrywała szansy na ekspansję przez ląd, a probrytyjska przez morza. Pierwsza zyskała poparcie armii, a druga marynarki wojennej.

Wrogość pomiędzy armią a marynarką była tak wielka, że dochodziła do granic absurdu. Mały i niezbyt bogaty kraj musiał stale utrzymywać dwa osobne struktury sił zbrojnych. Co ciekawe, armia posiadała własną flotę. Początkowo składała się ona z okrętów transportowych, desantowych i łodzi rzecznych, ale pod koniec II wojny światowej można było w niej znaleźć transportowe okręty podwodne i lotniskowce eskortowe. Z kolei marynarka posiadała własnych żołnierzy piechoty. Nie była to piechota morska, ale w pełni wyszkolone wojska lądowe ze wszystkimi powiązanymi strukturami, w tym oddziałami inżynierii kolejowej i komunikacji. Zarówno armia, jak i marynarka posiadały swoje własne wywiady i żandarmerię. Oraz oczywiście własne lotnictwo.

Siły lotnicze obu stron różniły się pomiędzy sobą tak bardzo, że samoloty pełniące podobne funkcje miały ze sobą bardzo mało wspólnego, były one nawet wyposażone w inne zestawy instrumentów pokładowych. Samoloty zwiadowcze wyposażano w różne modele aparatów fotograficznych, a myśliwce w różne celowniki. Radiostacje nastawione były na różne częstotliwości, co oznaczało, że piloci armii i marynarki nie mogli się wzajemnie komunikować, nawet gdyby chcieli. Różniły się nawet jednostki miar – armia mierzyła prędkość swoich samolotów w kilometrach na godzinę, a marynarka w węzłach. Karabiny maszynowe różniły się projektem i kalibrem. Działka miały jednolity kaliber, ale budowano je wg różnych projektów i wykorzystywały inną amunicję. Listę tą moglibyśmy jeszcze długo rozwijać, ponieważ różnic było znacznie więcej.

Przemysł japoński próbował sobie z tym jakoś radzić. Przykładowo, produkowano ten sam silnik pod dwoma różnymi oznaczeniami: jeden dla armii, drugi dla marynarki. Czasami próbowano nawet sprzedawać ten sam model samolotu obu stronom, ale to się zazwyczaj nie udawało. Jeśli samolot wygrał konkurs organizowany przez armię, automatycznie był przegrany w konkursie marynarki, nawet jeśli nie ustępował konkurencji.

Zaskakujący jest fakt, że początek wojny nie tylko nie pogodził zwaśnionych stron, ale jeszcze bardziej pogorszył stosunki pomiędzy nimi.

Jak wpłynęło to na lotnictwo morskie? W najgorszy możliwy sposób. Marynarka musiała walczyć na lądzie, potrzebowała więc nie tylko typowego samolotu pokładowego, ale maszyny wielozadaniowej. Maszyna taka musiała być zdolna do pełnienia całej gamy zadań bojowych, w tym do zyskiwania przewagi powietrznej w głównej bitwie, toczącej się zazwyczaj setki kilometrów od brzegu morza. Musiała stawiać czoła myśliwcom lądowym, przechwytywać najnowocześniejsze szybkie bombowce wroga i eskortować własne bombowce w trakcie nalotów na cele chronione przez silną obronę przeciwlotniczą. Nie chodziło tylko o stosunkowo powolne bombowce startujące z lotniskowców, ale również duże, dwusilnikowe bombowce startujące z lądu.

Myśliwiec nie był również zwolniony z zapewniania obrony przeciwlotniczej własnym lotniskowcom.

Grupa ekspedycyjna lotniskowca uważana była za samodzielną jednostkę bojową, która mogła pełnić więcej zadań niż flota bojowa. Z tego powodu lotniskowce odseparowano od pancerników tak samo, jak zrobiono to w Stanach Zjednoczonych. Różnica polegała na tym, że Japończycy stworzyli ze swoich lotniskowców jedną formację, zamiast je rozdzielać. Japońscy admirałowie uważali, że jeśli lotniskowiec nie może obronić sam, najlepszym wyjściem będzie dalsze wzmocnienie jego potencjału ofensywnego. Z pewnością zdawali sobie sprawę z tego, że ryzykowali utratą więcej niż jednego lotniskowca w przypadku, gdyby wróg przypuścił kontratak. Liczyli jednak na to, że cios zadany przez lotniskowce będzie tak potężny, iż wróg nie będzie w stanie odpowiedzieć. Nawet, jeśli wróg ten był zasadniczo niezatapialny, jak w przypadku Filipin i Singapuru. Uformowanie pełnego oddziału złożonego z lotniskowców ułatwiało obronę przeciwlotniczą. Jeden lotniskowiec mógł utrzymywać w powietrzu jedną grupę lotniczą, a dywizjon złożony z dwóch lotniskowców – dwie grupy. Grupa kilku dywizjonów była w stanie stworzyć całkiem solidny parasol, chroniący nawet przed poważnymi atakami.

Podobnie jak Brytyjczycy, Japończycy uważali kamuflaż za najlepszą metodę obronną. Kolejną obsesją marynarki japońskiej było posiadanie przewagi w zasięgu nad przeciwnikiem. Jeśli posiadasz lepszy zasięg wykrywania przeciwnika, możesz zaatakować z zaskoczenia. Jeśli masz dodatkowo przewagę w zasięgu uzbrojenia (dział, torped czy samolotów), możesz również uderzać bez obaw o kontratak, ponieważ wróg zwyczajnie nie byłby w stanie odpowiedzieć.

Z tych założeń zrodziły się wymogi, którym podlegać musiały wszystkie myśliwce: wysoka prędkość i duży zasięg operacyjny. Doprowadziły one do stworzenia projektu w pełni metalowego jednopłata z układem wolnonośnym.

Japończycy jako pierwsi stworzyli niezwykle szybki myśliwiec pokładowy, prace nad nim dobiegły końca w kwietniu 1932 roku. Ogłoszono plebiscyt na opracowanie „eksperymentalnego myśliwca pokładowego 7-Shi (roku 7)” lub po prostu „7-Shi”. Shi to skrót od japońskiego sformułowania „shisaku seizo”, co znaczy „prototyp”. Maszyny biorące udział w plebiscycie musiały osiągać prędkość 180–200 węzłów, czyli 330–370 km/h. Do konkursu przystąpiły dwie firmy. Nakajima zaoferowała morską odmianę „myśliwca armii Type 91 (rok 91)” (oznaczenie fabryczne NK1F). W odpowiedzi Mitsubishi zaoferowało swój nowy projekt (oznaczenie fabryczne 1MF10).

Czy zauważyliście nieścisłość? Jak to możliwe, że samolot Type 91 (roku 91) mógł być zaoferowany w plebiscycie z roku 7, odbywającego się w 1932 r.? Wyjaśnienie jest proste – jest to kolejna różnica pomiędzy armią, a marynarką. Używały one różnych kalendarzy. Armia używała kalendarza „cesarskiego”, liczonego od wstąpienia na tron Cesarza Jimmu w 660 roku p.n.e. Marynarka odwoływała się do kalendarza, który ma swój początek w 1926 roku, gdy Cesarz ogłosił początek ery „oświeconego pokoju” – Shōwa jidai. Wcześniej marynarka stosowała kalendarz z ery Taishō, który używany był od 1911 do 1925 roku. Marynarka ogłaszała plebiscyty zgodnie z własnym kalendarzem, ale gdy maszyny wchodziły do służby, otrzymywały oznaczenie zgodne z kalendarzem „cesarskim”, powszechnie przyjętym w japońskiej administracji. Tak więc „eksperymentalny bombowiec pokładowy Type 11 (roku 11)” zamieniono w trakcie produkcji w model „pokładowy bombowiec nurkujący Type 99 (roku 99)”.

Wróćmy jednak do opisywanych przez nas samolotów. Górnopłat typu parasol z zastrzałami oraz stałym podwoziem, jaki zaproponowała firma Nakajima, uważany był przez marynarkę za niewystarczająco nowatorski. Ponadto służył już w armii. Kupując go marynarka potwierdziłaby wyższość armii nad lotnictwem Cesarskiej Marynarki Wojennej Japonii! Co to to nie!

Projekt Mitsubishi był wystarczająco rewolucyjny. Nawet zbyt rewolucyjny. Ale samolot ten był bardzo trudny w pilotażu i niezwykle awaryjny. Oba prototypy uległy zniszczeniu w trakcie prób. Jeden rozpadł się w trakcie pionowego nurkowania, drugi wpadł w korkociąg płaski.

Tego konkursu nie wygrał nikt. Na początku roku 1934 oba projekty odrzucono po ogłoszeniu wyników prób. Oficjalnym powodem była niedostateczna prędkość. Myśliwcowi Mitsubishi zabrakło 7 węzłów do oczekiwanego rezultatu, maszynie Nakajimy – 20 węzłów. Inżynierom Mitsubishi zasugerowano dalsze prace nad własnym projektem, a zespołowi Nakajima opracowanie nowego samolotu.

W kwietniu 1934 roku ogłoszono więc nowy plebiscyt na „myśliwiec pokładowy 9-Shi”. Wkrótce ogłoszono uczestników. Nowe wymaganie co do prędkości wynosiło 200 węzłów.

Nakajima zaoferowała swój samolot „PA-kai”, morską odmianę myśliwca, który wcześniej wystawiono w plebiscycie armii jako „Ki-11”.

Projekt samolotu podobny był do amerykańskiego P-26 „Peashooter”: jednopłat o stałym podwoziu i skrzydłach wzmocnionych linami. Był lekki, zwrotny i osiągał prędkość 220 węzłów.

Jednak myśliwiec Mitsubishi o oznaczeniu fabrycznym Ka-14 i wyposażony w ten sam silnik Konobuki Type 5 osiągał aż 243,5 węzła, czyli 450 km/h. Młody projektant samolotów Jiro Horikoshi skorzystał z wszelkich nowinek w dziedzinie aerodynamiki, inżynierii materiałowej i wziął pod uwagę wytrzymałość materiałów. Nity, schowane łączenia, nowe stopy metali, progresywna budowa skrzydła, skrzydła o eliptycznym kształcie i dość cienkim profilu – wszystko to pozwalało na zmniejszenie masy konstrukcyjnej i oporów aerodynamicznych. Dzięki tym innowacjom samolot był szybki i zwrotny pomimo zastosowania słabego nawet jak na rok 1935 silnika. Inżynierom udało się również poprawić charakterystykę startu i lądowania poprzez zastosowanie ciekawego wynalazku aerodynamicznego: unikalnych, „motylkowych” klap manewrowych Fowlera. Okazało się, że drastycznie poprawiły one właściwości bojowe samolotu w pojedynkach powietrznych przy niskich prędkościach.

Po opublikowaniu wyników prób słynny japoński lotnik Minoru Genda, znany z faworyzowania myśliwców dwupłatowych, powiedział, że jest to najlepszy samolot świata! Mało tego, nie miał żadnych związków z armią. Zwycięstwo!

W 1936 roku samolot wszedł do służby w marynarce pod oznaczeniem „myśliwiec pokładowy marynarki Type 96 (roku 96)”. W toku służby wśród japońskiego personelu przyjęła się jego skrócona nazwa zwyczajowa „Type 96”.

Type 96 był pierwszym w pełni metalowym, pokładowym jednopłatem wolnonośnym. Przed wejściem do produkcji przybrał nieco na wadze i stracił nieco mocy, ale nadal był najszybszym myśliwcem pokładowym świata. Było to niemałe osiągnięcie, zwłaszcza biorąc pod uwagę zawiłości polityki wewnętrznej państwa Japońskiego.

Skoro już jesteśmy przy zawiłościach, to warto coś wyjaśnić. Omawiany samolot jest dość znany, ale wymienione powyżej oznaczenia – Ka-14, 9-Shi, Type 96 – mogą być dla czytelnika mylące. To dlatego, że współczesna historiografia zna go pod nazwą A5M. Tak, to nie żart, oprócz powyższych systemów nazewniczych w Japonii stosowano jeszcze jeden. Wszystkie samoloty marynarki, które rozważano, otrzymywały trójznakowe oznaczenie w stylu amerykańskim. Kolejne znaki oznaczały role samolotu, numer seryjny i producenta. Przykładowo B7A oznacza siódmy bombowiec („B”), opracowany przez firmę Aichi („A”). Po pewnym czasie trzy znaki okazały się niewystarczające, dodano więc numer modyfikacji, tak samo jak w Stanach Zjednoczonych. Na przykład B7A3. Gdy i to przestało wystarczać, dodawano hieroglif oznaczający jeden z niebiańskich pni — elementów skomplikowanego, chińskiego zodiaku. Można ich było używać w charakterze liczb porządkowych. Na przykład A6M5-hei oznaczał „A6M5-c (trzeci z kolei)”. Jeśli rola samolotu została zmieniona, odpowiednią literę dodawano na koniec oznaczenia. Przykładowo N1K2-J oznacza drugą modyfikację pierwszego projektu myśliwca pływakowego („N”) wyprodukowanego przez firmę Kawanishi („K”), którą później przekształcono w przybrzeżny myśliwiec przechwytujący („J”). System ten stał się dobrze znany na zachodzie po zakończeniu wojny. W praktyce jednak oznaczenia takie używane były w Japonii rzadko, prawdopodobnie tylko w komunikacji pomiędzy wydziałem projektowym, a sztabem marynarki. Nie ma w tym niczego zaskakującego.

Podobny system istniał w armii. Czy pamiętacie jeszcze Ki-11? Ki to skrót od „kitai”, czyli słowa „samolot”, a ściślej „płatowiec”. Wojska powietrzne armii używały prostszego systemu niż marynarka: wszystkie maszyny otrzymywały oznaczenie liczbowe. Tak więc „Samolot-11” to poznany przez nas prototyp myśliwca firmy Nakajima. Z kolei „Samolot-15” to samolot zwiadowczy firmy Mitsubishi. Nazewnictwo to również nie wyszło nigdy poza wewnętrzną dokumentację wydziału projektowego i sztabu armii.

W roku 1937, kilka miesięcy po wejściu do służby, Type 96 przeszedł swój chrzest bojowy. Samoloty wystartowały z lotniskowca Kaga i związały walką należące do Chin myśliwce, wśród których przeważały wyprodukowane w Ameryce P-26 oraz BF2C. Samoloty Type 96 górowały nad nimi we wszystkich aspektach. Sowieckie i amerykańskie myśliwce nowych typów, które dostarczono do Chin, w tym jednopłaty I-16 oraz Hawk-75 nie zmieniły obrazu sytuacji na polu walki. Okazały się jedynie porównywalne z maszynami japońskimi podczas walk powietrznych. Był to istotny sukces, ponieważ okazało się, że myśliwiec pokładowy może być godnym przeciwnikiem dla samolotów startujących z lądu. Można więc powiedzieć, że debiut Type 96 w roli myśliwca mającego osiągać przewagę powietrzną zakończył się pełnym powodzeniem.

Jednak w roli samolotu przechwytującego Type 96 nie odniósł już w Chinach takiego sukcesu: zróżnicowana flota chińskich bombowców regularnie przedzierała się przez japońską obronę przeciwlotniczą i boleśnie kąsała. Japońskie myśliwce nie były wystarczająco mocne. Po osiągnięciu niezbędnego pułapu nie potrafiły rozwinąć prędkości pozwalającej dogonić przeciwnika. Ich uzbrojenie również było zbyt słabe. Dwa karabiny maszynowe to za mało, by strącić sowieckiego SB czy niemieckiego Heinkela-111 – samoloty te po prostu odlatywały pod ostrzałem.

Type 96 nie sprawdził się także jako samolot eskortowy: jego zasięg był krótszy, niż bombowca marynarki z tego samego roku, czyli 96. (Mitsubishi G3M, znany również jako Nell). W myśl ówczesnej doktryny myśliwce miały oczyszczać niebo nad obszarem frontu, by bombowce mogły przedzierać się nad niechronione cele i zrzucać swój ładunek. W praktyce ta taktyka okazała się nieskuteczna. Chińczycy (przy aktywnym wsparciu doradców wojskowych z całego świata, przede wszystkim Związku Sowieckiego i Stanów Zjednoczonych) utworzyli skuteczną sieć rozpoznania powietrznego i stacji komunikacyjnych. Zgromadzili również liczne eskadry myśliwców do obrony instalacji logistycznych na swoich tyłach. W rezultacie Type 96 nie napotykał znaczących sił myśliwskich w pobliżu frontu, a japońskie bombowce znajdowały się w opałach w pobliżu swoich celów, gdzie wrogie lotnictwo zajadle je atakowało. Utrata drogiego bombowca z liczną załogą daleko za linią frontu było bolesnym ciosem. Żeby tego uniknąć, Japończycy musieli ograniczyć naloty na terytorium wroga.

Zdobyte doświadczenie nie zmieniło wprawdzie sytuacji na polu bitwy, ale skłoniło Japonię do ponownego przemyślenia swojej koncepcji na następny myśliwiec pokładowy.

Służba Type 96 okazała się dość krótka. Samolot ten w pewnym sensie znalazł się pomiędzy dwiema generacjami samolotów. Dziś określilibyśmy go jako „2+” albo „3-”. W pełni metalowy, wolnonośny jednopłat z wyrafinowanymi urządzeniami zwiększającymi siłę nośną, charakteryzujący się wspaniałą zwrotnością – niewątpliwe zalety. Posiadał jednak otwarty kokpit i podwozie z owiewkami kół. Przede wszystkim jednak brakowało mu możliwości dalszego rozwoju. Wojsko potrzebowało wyższych prędkości, których nie dało się już osiągnąć przy zastosowaniu obecnej, odchudzonej do granic możliwości konstrukcji. W początkach lat 40. ten całkiem nowy myśliwiec stał się już kompletnie przestarzały i trzeba było zastąpić go innym.

Następca znalazł się całkiem szybko. Debiut kolejnego myśliwca pokładowego miał miejsce latem 1940 roku, również w Chinach. Jak zapewne pamiętacie, 1940 to okrągła data – 2600 zgodnie z kalendarzem „cesarskim”. Nowy myśliwiec otrzymał oznaczenie „myśliwiec pokładowy Type 0”, lub po prostu „0” – „Zero”.

Ale to już osobna historia.

 

Źródło: Portal WoWs


barula

Pływający batyskaf bojowy. Monotematyczny wojownik autostrad uwielbiający historię, a w szczególności mongołów. W wolnych chwilach łażący po lasach romantyk z nożem i składaną piłą. Majtek okrętowy szukający dziury w całym, a w szczególności WoWsie.

1 Response

  1. Blaszany napisał(a):

    Interesujący artykuł, dzięki! Czekam na ciąg dalszy i pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.