Na pokładzie „Herbatnika”.

Noc była czarna jak tyłek sudańskiego palacza. Cicho przeszedłem korytarzykiem i wśliznąłem sie na pomost powierzonego mi okrętu. Obsada mostka, zajęta swoimi sprawami nawet mnie nie zauważyła. Mrok rozświetlały tylko mdłe lampki repetytorów kompasu i telegrafów maszynowych. Z sąsiedniego pomieszczenia, usytuowanego w stronę rufy dochodziła zielona poswiata z ekranów radarów. Ktoś zapalił lampke nad stołem nakresowym i wtedy wachtowy mnie zauważył.
– Dowódca na mostku!
– Spocznij, nie przeszkadzajcie sobie. Jak sytuacja, pierwszy?
– Zrobiliśmy zwrot i teraz idziemy prosto na południe. Na trawersie lewej burty idą „King George V” i „Monarch”, z prawej „Queen Elizabeth” i krązowniki. Z przodu trzy niszczyciele. Na radarach spokój, niszczyciele nie meldowały obecności U – Boot’ów.
– W porządku. Utrzymać kurs. Idę się zdrzemnąć. W razie zmiany sytuacji, proszę mnie wezwać przez interkom, ok?
– Yes sir!
Wyszedłem w noc na lewe skrzydło mostka i spojrzałem w stronę dziobu. Trzy nietypowo umieszczone wieże z dziewięcioma 406 – cio milimetrowymi działami nadawały naszemu „Nelsonowi” drapieżny wygląd. Od nadbudowy, w stronę rufy umieszczono dwanaście dział 152 mm w sześciu podwójnych wieżach i sześć zenitówek 120 mm na pojedynczych stanowiskach. Obronę przeciwlotniczą uzupełniały czterdzieści cztery dwufuntowe pom – pomy 40 mm i trzydzieści pięć Oerlikonów kalibru 20 mm. Wciągnąłem nosem rześkie, mroźne powietrze i udałem się do kajuty.
 
Potężny wstrząs wykatapultwał mnie z koi. Po krótkim locie zatrzymałem się na grodzi dwa metry od posłania. Równocześnie rozdarły się dzwonki alarmowe, a oficer wachtowy wywrzaskiwał przez głośniki: „Alarm bojowy, załoga na stanowiska! Alarm bojowy! To nie są ćwiczenia!”. Po zogniskowaniu wzroku w jednym punkcie udało mi się zając pozycję w miarę pionową, więc niezwłocznie rzuciłem się do włazu i popędziłem na pomost bojowy (o ile krzywy galop, przypominający świński trucht, można było nazwać biegiem…). Wpadłem na pomost jak bomba i z zadowoleniem stwierdziłem, że jest już na nim cała obsada.
– Pierwszy, jaka sytuacja i dlaczego uczyłem się latać po swojej kajucie?
– Jesteśmy pod ostrzałem, zainkasowaliśmy kilka pocisków z głównej artlerii Tirpitza w prawoburtowe działa 152 milimetry. Dwie wieżyczki wyłączone z dalszej akcji, pożar ugaszony, idziemy na pełnej w kierunku wroga. Pozostałe okręty idą razem z nami.
– Dziwne, że nie wykryliśmy go na radarze… Niszczyciele też go nie wykryły?
– Ich eskadra wyszła zza wysp, zaskoczyli nas…
 
Tirpitz wszedł w zasięg naszych dział, zrobiliśmy lekki zwrot, ustawiając się pod lekkim kątem. Artyleria była załadowana amunicja odłamkową. Działa odpaliły sykwencyjnie i cała salwa siadła pięknie w celu powodując pożary, niszcząc stanowiska przeciwlotnicze i zabijając obsady. Zaczęliśmy zwrot na drugą burtę, a załogi wież ładowały pociski przeciwpancerne. Po 30-stu sekundach działa były ponownie naładowane i pociski pomknęły z ponaddźwiekową prędkością w kierunku niemieckiego pancernika. Potężne eksplozje wstrząsnęły przeciwnikiem rozsadzając cytadelę i posłały Tirpitza na dno.
Dookoła pełno było płonących jednostek a na powierzchni wody krzyżowały się pieniste ślady torped, rzucanych przez niszczyciele. W tym momencie okręt zadrżał od dziobu do rufy.
– Dostaliśmy torpedą na wysokości wieży C! Bierzemy wodę!
– Wysłać grupy awaryjne! Ster prawo na burt! Odchodzimy!
 
Bitwa była bardzo zacięta, Nelson spisał się całkiem nieźle, choć trzeba się przyzwyczaić do charakterystycznego ustawienia wież artylerii głównej. Zasięg dział to bez modyfikacji 18,2 kilometra, a celna salwa sieje prawdziwe spustoszenie. Co ciekawe, jak u większości brytyjskich pancerników, dużo bardziej opłaca się ostrzał amunicją burzącą, która potrafi zdemolować cytadelę wroga i prawie zawsze powoduje pożary. Okręt z powierzchni można dostrzec z 14 kilometrów i 800 metrów, a z powietrza nieco z ponad 12-stu. Prędkość 24 węzłów może nie powala, ale jest to mankament większości „Brytoli”.
 
Reasumując. Czy warto go kupić? Ciężko powiedzieć, jeżeli ktoś robi brytyjska linię i lubi grac stalowymi kolosami, to jak najbardziej, w innym przypadku, cóż, sami odpowiedzcie sobie na to pytanie 😉 Ja osobiście jestem szczęśliwym posiadaczem tej ciekawej balii i mówiąc szczerze, całkiem sobie go chwalę.
 
Spokojnych wód i do zobaczenia na cyfrowym oceanie!
 
Nelsonem wiosłował Paweł Lex Lemański.

Lex

Były żołnierz, fascynat broni palnej, marynista, historyk (Barula twierdzi, że "histeryk" ;) ), rekonstruktor historyczny. W redakcji wprowadzam totalny chaos i zamieszanie (Lex, gdzie te recenzje??!!), i notorycznie wkurzam kolegów - redaktorów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.